Browar Grupa docelowa Piwa codzienne Porter Bałtycki Styl piwa Zamkowy w Cieszynie

Żywiecki Porter Bałtycki czyli starcie z demonami przeszłości

Żywiecki Porter Bałtycki czyli starcie z demonami przeszłości

Każdy z nas ma jakieś demony przeszłości. Starsze lub nowsze.

Ja zawsze bałem się dentysty. Kiedyś w szkole musiano przerywać lekcje mojej o dwa lata starszej siostrze, żeby przyszła do gabinetu i potrzymała mnie za rękę. Oczywiście nic to nie dało i płakałem równie mocno jak gdybym właśnie stracił oboje rodziców. Wraz z dziadkami i rodzeństwem. W święta Wielkiejnocy. Pani stomatolog chyba zrobiło się mnie szkoda, więc odpuściła mi na zawsze (później moi rodzice słono za to zapłacili u prywaciarza). Dziś jednak już się nie boję, a nawet powiem, że lubię. Każdy ma coś w sobie z masochisty.

Z kolei mój kumpel bał się fryzjerów. Bał się do tego stopnia, że chodził tam rzadko bo co 3-4 m-ce, przez co mocno cierpiał jego image. Dorobił się nawet ksywy Elvis. Dziś na szczęście w wieku 27 lat kompletnie wyłysiał mu skalp, a włosy zostały jedynie nasz uszami, więc jeśli mocno wierci się podczas snu to mu się wycierają jak niemowlakowi i nie musi już w ogóle chodzić do fryzjera. W pewnym sensie też ujarzmił swoje demony (gdyby nie ksywka, która pozostała już tylko ironicznie).

Kororowe Szyszki jednak są o piwie, więc do niego chciałem nawiązać. Moją pierwszą przygodą z porterami był porter żywiecki. Kupiłem go sobie w celu bycia bardziej niszowym na grillu u ww. siostry niż inni.

Domyślacie się pewnie, że moją reakcją po wypiciu pierwszego łyka był sztuczny uśmiech i łzawa kropla, która pojawiła się w kąciku oka. O wielu kroplach potu na plecach i niższych miejscach nie wspomnę. Po kilku łykach dałem za wygraną i wylałem (tak jest! Hate on me! wylałem piwowarski skarb polski!) resztę do zlewu. Był jak mix wódki z kawą, a nie lubiłem wówczas ani jednego, ani drugiego. Nie rozumiałem jak można takie coś sprzedawać ludziom, ani tym bardziej jak ci ludzie mogą to kupować. A kupowali, skoro tyle lat stało to na półce.

Jednym słowem byłem jak mały amisz w burdelu, tuż po tym kiedy rodzice zostawili go samego. Opuszczony, przestraszony, zdezorientowany i zbierało mi się na torsje. Dopiero po czasie tak samo jak ten mały anabaptysta zrozumiałem, że ten świat nie jest straszny, a nawet całkiem zajebisty.

Od tego czasu żywieckiego portera piłem kilkukrotnie, ale nigdy jeszcze nie smakował mi tak bardzo jak dziś. Nie wiem czy to za sprawą przedłużonej kąpieli i przegrzanych jąder, ale piwo odczuwam jako bardzo treściwe, jak rosół do którego oprócz całej kury wrzuciliście też kota. Pachnie bardzo słodko i alkoholowo, ale w bardzo szlachetny sposób. Do tego kawa i ogólna paloność, która z powodu wyczuwanego alkoholu przywodzi mi na myśl kawę pitą na teneryfie z dodatkiem „Likieru 43” – czyli popularną Barraquito (kto tam był, a nie pił SZEJM ON JU!). Smak natomiast jest z każdym łykiem coraz bardziej ułożony i coraz bardziej gładki zupełnie tak jakbyście odpływali od wzburzonego brzegu na materacu ze szklanką porterA w ręku, a fale stawały się coraz gładsze. Pojawia się też i czekolada. Opis smaku jest zresztą bez sensu, bo wierzę, że każdy z Was każdego innego dnia wyczuje w tym piwie nieco więcej lub mniej. O dziwo nie pojawił się smak żadnych kajdan ani metalowego knebla.

To do czego zmierzam to noworoczne przesłanie o tym, że warto walczyć ze swoimi demonami i próbować wszystkich stylów piwnych. Nawet tych, które na pierwszy rzut oka nas nie pociągają, a nawet wywołują wymioty.

Browar: Bracki Browar Zamkowy

Styl Piwa: Porter Bałtycki

Wysokość Ekstraktu: 21%

Zawartość alkoholu: 9,5%

IBU: –

Barwa: Czarna, prawie nieprzejrzysta z rubinowymi przebłyskami.

Piana: Drobno pęcherzykowa, średnio trwała

Temperatura podania: 14 st. C.

Cena: 5 zł

10428647_1538020866440468_3974839129677309220_n

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy