Saint No More 2014 & Lisa

Kto pije i pali ten nie ma robali. Ja niestety nie palę (i najwidoczniej piję za mało) bo się takowego nabawiłem.

Wbrew pozorom nie jest trudno. Wystarczy zjeść odchody zarażonego człowieka, albo pomylić babkę piaskową z babką z piasku i zjeść część zamku z piaskownicy na który wcześniej nasikał osiedlowy kot. Żeby nie psuć zabawy nie powiem jak ja się nabawiłem.

Znacie to powiedzenie, które zazwyczaj stosuje się przy opisie seryjnych gwałcicieli albo pedofili „niektóre zwierzęta są bardziej ludzkie od niektórych osób”? Moja Lisa jest bardzo ludzka bo jest ludzką glistą. Stąd własnie imię. Można powiedzieć, że nabyła już nawet ludzkie cechy, a konkretniej kobiece – uprzykrza mi życie, a ja nie wiem jak się jej pozbyć. Jej obecność jest o tyle uciążliwa, że jeśli zjem cokolwiek co do tej pory nie sprawiało mi problemów wszystko zaczyna mnie swędzieć i po większym posiłku złożonym z alergenów na palcu pojawia się świerzb, a moja dolna i górna powieka przypominają kobiecy narząd płciowy w poziomie z wyrastającymi z jednej strony włoskami. Generalnie nic ciekawego.

Byłem więc u lekarki, która podała mi listę rzeczy, których nie mogę jeść. Lub pić. Wśród nich jest piwo. Powiedziałem jej więc, że NO WAY, że zdrowie wcale nie jest ważniejsze od piwa i, że zamiast z niego zrezygnować wolę odpuścić jakiekolwiek jedzenie i dlatego mój talerz po wczorajszej sałatce wygląda tak: (okazało się, że kukurydza też mi nagle nie służy) http://imageshack.com/a/img673/3583/cTVAGh.jpg


W zamian za to powinienem jeść i pić (!) jak najwięcej rzeczy gorzkich i generalnie niesmacznych dla Lisy. W takim razie wziąłem na warsztat dziś coś po czym ten robak nie ma prawa pozostać w moich jakże gościnnych jelitach (czy gdzie tam ona jest).

Saint No More 2014. Dostałem je w zestawie wraz z kartką na której swoje pocałunki podobno złożył Michał Saks i Bartek Napieraj. Niestety nie było na niej żadnych śladów szminki, więc na wszelki wypadek wylizałem ją całą (tak, tak jestem fanboyem AB). Nie do końca jednak wiem co z nią zrobić. Jest zbyt straszna, żeby ją postawić jako świąteczną ozdobę, bo mój dwuletni syn trochę się cyka jak ją widzi. Nie powieszę jej też w piwnicy bo jest świąteczna i będzie głupio wyglądać w maju. Nie wyślę też jej do babci bo pomyśli, że w tym roku życzę jej jak najszybszego spotkania z moim śp. Dziaduniem. Wobec tego wystawiam ją na wieczory jak nikt nie widzi i pstrykam przy niej fotki jak jakiś idiota.

Przejdźmy jednak w końcu do sedna. Piwo jest tak gorzkie jak świadomość, że w tym roku za bycie niegrzecznym nie dostaniesz nawet rózgi, bo jedyne na co zasłużyłeś to gwałt. Wprawdzie ta goryczka bardziej wynika ze słodów niż z chmielu, ale w niczym to jej nie umniejsza. Brawa dla Veholta.

Aromat natomiast jest przepiękny i przywodzi na myśl wiele słodkich i dobrych rzeczy takich jak aniołki na freskach w kościele, albo mały kupidyn z łukiem. Fantastyczny. Brawa dla Ale Browaru. Pamiętacie swój najlepszy urlop ever? To tak własnie pachnie. Błogo, pięknie i odprężająco. Chmiel simcoe daje mi trochę taką jednodniową skarpetą co uważam po prostu za jego cechę. Podobnie pachnie gotowany ryż Basmanti (który notabene też był w tej sałatce). Zeszłoroczne SNM dlatego właśnie średnio mi podeszło, ale przez rok sporo się zmieniło w moim guście oraz oczywiście wnętrznościach.

Wiem, że wiekszość z Was już je piła, ale wnioskując po zdjęciach z premiery niewiele pamiętacie ze smaku, więc powiem tylko, że polecam wypić je na trzeźwo 🙂
PS. Superowy nowy kapsel i nowe etykiety.

SNM-2013-338x600

Browar: Ale Browar

Styl piwa: Dark Ale

Wysokość ekstraktu: 16 blg

Zawartość alkoholu: 6%

Piana: drobnopęcherzykowa, trwała

Barwa: Ciemnie, prawie nieprzejrzyste

Temperatura: 10 st. C

Cena: 8 zł

 

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy