Piwa codzienne West Coast IPA Zamkowy w Cieszynie

West Coast IPA. Browar Zamkowy w Cieszynie

West Coast IPA. Browar Zamkowy w Cieszynie

Cieszym się na ten Cieszyn. Walczą. Wciąż walczą. Walczą o nowe. Walczą ze starym. Ostatnio zapędzili się nawet na West Coast, by wraz z 2Paciem, Snoop Dogiem i Doctorem Dre pobełtać w kotłach. Pobełtali, pobełtali i stwierdzili, że tamtejsze chłopaki nie mają pojęcia o co w piwie chodzi. Oni raczej koksik, skręty i mocniejsze trunki. Stwierdził więc Cieszyn, że wraca do kraju. Zasmucony piwowar myślał, że nici, że znów „ŻAPA” i „Brackie”. Gdy myślał już, że wszystko stracone, spotkał dziabniętego Edmunda. Starszego Pana odpowiedzialnego za układanie palet na magazynie. Zasmucony piwowar spytał Edmunda: „czym Ty się tak podchmieliłeś?”. Edmund za piwowarem nie przepadał, ale że był dziabnięty to powiedział prawdę: „Szefunciu, my tu domowe piwa popijamy. Co dzień. Najlepsze są.”

I to był przełom. Skoro załoga dziabie cichaczem domowe piwa, to dlaczego by załodze nie pozwolić uwarzyć piwa na większą skalę, by dziabali je również inni. Piwowar szybko podchwycił pomysł. Specjalistą jest przednim, więc nie bał się, że jak pozwoli bełtać w garach pracownikom, to on sam posadę szybko straci. Nic z tych rzeczy. Direktory pomysł przyklepały i w Cieszynie ogłoszono Konkurs na najlepsze piwo pracownicze. Okazało się, że najczęściej popijanym w ubikacjach piwem jest West Coast IPA niejakiego Kamila Morawskiego. Słowo się rzekło i piwo dostało zaszczytu pójścia w świat.

Poszło więc West Coast IPA Kamila w świat i przywędrowało również do najpiękniejszego miasta półkuli północnej. Kupiłem je więc w tym Świdniku i przelałem do szkła. Fajna piana, prawie że klarowne złoto. Piana z kilku centymetrów redukuje się do małego kożuszka, lecz kożuszek towarzyszy nam do końca degustacji. Pod kożuszkiem czyha średnio intensywny zapach. Są tu cytrusy, są owoce tropikalne. Jest też słód i lekka słodycz. Wypiłem tych piw kilka i w jednym z nich, wymienionym aromatom towarzyszyła lekka siarka. Czym to jest spowodowane? Nie wiem. Ogólnie zapach jest spoko. W stylu. Może nie mega intensywny, ale też nie płaski jak boisko do gry w cymbergaja.

W smaku jest dla mnie za słodko. Od piw w stylu wybrzeża z którego bliżej do Japoniii niż Europy oczekuję większej wytrawności, chmielowości. Oczekuję też wyższej goryczki. Skojarzyła mi się anegdota. Byłem kiedyś na kawalerskim. Walnęliśmy kilka flaszek i udaliśmy się na umówione wcześniej wyścigi gokartami. Jako, że mieliśmy wykupiony tor, to obsługa wygonić nas za bardzo nie mogła. Wpuścili nas na te gokarty. Frajda była nieziemska, lecz przy następnej wizycie okazało się, że nasze bolidy jeździły wtedy na 30% mocy.

Z cieszyńskim West Coast IPA jest podobnie. Jeśli nie jeździliście gokartem o pełnej mocy, to się zachwycicie. Jeśli trochę piw w tym stylu już przez siebie przelaliście, to będziecie zadowoleni, ale podłogi Wami nie pozamiata. Piwo jak najbardziej na plus, lecz intensywność „skręcona” jakby o połowę. W sam raz na codzienne posiadówy w klubie AA, na partyjce pokera z kumplami lub Bingo ze współlokatorami ciechocińskiego kurortu. Na plus.

avatar
Napisane przez

Majk