Jak Piwne Freaki

Wasze zdrowie, w gardło nasze.

Wasze zdrowie, w gardło nasze.

Mili, nie mili, kochani i Ci samotni. Wszyscy. Wszyscy przyjaciele naszego bloga. Naszych Kororowych. Nasi nieprzyjaciele również.
Dziś jest dla nas Wielkie Święto. Jeden z wielu kroków. Kolejny mały sukcesik. Pozytywny kop w dupę, napędzający nas do dalszego działania.
Właśnie zbliżamy się do 1000 lajków na fejsie. Dokładając do tego prawie pińcet sztuk followersów na Insta i cztery sety subów na YT wyłania nam się piękny obraz.

krzyk

Ale nie to jest powodem naszego dzisiejszego Święta. Dziś obchodzimy trzeci rok od czasu gdy się poznaliśmy. Wprowadziliśmy się do jednego bloku. Daliśmy się złapać na haczyk temu samemu developerowi. Majk i Misio. Prywatnie Zygmund i Leopold. Dwóch takich, co kochają piwo. Dwóch takich, co to pisząc o piwie wyjmują sobie szczotkę z dupy i siadają na butelce. Siedząc na tejże butelce można o piwie mówić i pisać w sposób lekko odbiegający od sztampy. Butelka niejednokrotnie pęka w odbycie, więc nasza robota nie jest prosta. Sami widzicie.

Dzisiejsze Święto postanowiliśmy uczcić czymś specjalnym. Postanowiliśmy zdegustować narodowy napój wszystkich Polaków. Zdegustujemy dla Was wódeczkę marki (XX). Wódeczkę z Biedry. 16 PLN za pół litra. Do dzieła zatem. Już w pierwszym kontakcie z nowo nabytym trunkiem, w oczy rzuca się czystość szkła z jakiego wytłoczona została butelka. Prawdziwie szlachetne opakowanie. Etykieta przyklejona jest równomiernie. Wszystko zaplanowane jest tu i przemyślane. Widać, że producent współpracuje z profesjonalną agencją reklamy. Morskich opowieści z kontry nie czytaliśmy, jak zwykle. Wielki szacunek budzi pełny skład produktu.

Po ręcznym odbiciu łokciem, butelka odkręca się delikatnie. Korek obraca się wokół szyjki butelki niczym Słońce wokół Ziemi, jak mawiał niejaki Krzysztof Kolumb z Torunia. Trunek nie jest przegazowany, a pisząc dokładniej, nie jest w żaden sposób nagazowany. Idealnie w stylu. Świetna robota. Barwa, to czysta przezroczystość. Nawet po 7 kieliszkach na głowę, nie udało nam się określić słowami, jaka to barwa.

Trunek pachnie niesamowicie. Rześko, niczym najwyższej klasy zmywacz do paznokci przelany do farby emulsyjnej. Wspaniały, intensywny zapach. Dodatkowym bonusem jest to, że nawet gdy mieszkacie w okolicy przetwórni owoców, oczyszczalni ścieków lub ubojni bydła, to nie grożą Wam muchy. Wszystkie stworzenia żywe, padają od tego zapachu. Jak muchy, można by rzec. Wyjątkiem są ludzie, którzy to od trunku padają nie po wąchaniu, a po mniej więcej godzinie od wąchania. Tyle statystycznie czasu potrzeba, by statystyczny Polak obalił dwa razy 0,7 ze szwagrem, sąsiadem, czy konkubiną.

Tym leżącym już akcentem, zgrabnie przechodzimy do sedna, czyli smaku. W smaku trunek jest złożony niczym najostrzejszy sos w Kebabie u turasa na rogu. A Nie. Kłamiemy. Sos złożony jest bardziej. Nie ma co zawracać sobie głowy smakiem. W końcu nie dla smaku się wódkę pije. Zaraz, zaraz. Po co pije się wódkę?

avatar
Napisane przez

Majk