Piwne Freaki

Warto kupić książkę Tomka z blogablogkopyrakom? Spoiler – warto.

Warto kupić książkę Tomka z blogablogkopyrakom? Spoiler – warto.

Zacznijmy od początku, bo na początku była awaria. Awaria serwerów sklepu Empik.com. Jeszcze przed premierą książki Tomka. Tysiące zamówień, preorderów. Miliony komentarzy. Wiecie, Tomek to nie byle Coelho, a piwo to nie jakieś tam opowiastki o duchach, miłości czy gotowaniu. Mówimy tutaj o tytule budzącym emocje. Emocje z dwóch skrajnych obozów. Jedni stanęli na barykadzie hejtu, chamstwa i ogólnie pojętej gimnazjalnej nienawiści. Inni zaś spokojnie czekali z opiniami. Za pomocą piwnych szkieł przesłonili swe oczy do momentu premiery. Nie czytali bezsensownych komentarzy. Chcieli wyrobić sobie własne zdanie. Tak jak o jasnym pełnym, czy chmielonym na zimno. Na spokojnie. Bez ciśnienia. Obiektywnie.

Warto było czekać. Jestem miłośnikiem piwa takim, jak tysiące z Was. Nie jaram się kopulacją drożdży, przerwami białkowymi w procesie gotowania, czy innymi dziwadłami związanymi z procesem powstania piwa samym w sobie. Nie jaram się, to nie znaczy, że nie chcę wyjść na głupka. Nie chcę wyjść na głupka podczas rozmowy z kimś, kogo to jara. Pamiętam jak dziś pewne odwiedziny. Odwiedziny w jednym z browarów. Na tablicy z piwną recepturą dumnie widniało słowo „Gips”.

_dsc0220

Chyba domyślacie się jaka była reakcja gospodarzy, gdy błysnąłem żartem w stylu: „to co Wy tu Ikee budujecie, czy piwo warzycie?” Dziś bym tego żartu już nie powiedział. Po lekturze książki Tomka. Po lekturze pierwszej z czterech części. Rozdział traktuje o podstawach powstawania piwa. I powinien przeczytać go każdy, kto z piwem emocjonalnie wiąże się bardziej. Bardziej niż z kiblem po przyjęciu ośmiu mocnych strongów rodem z dyskontu. Rozdział systematyzuje wiedzę. Tomek pisze tu co, jak i dlaczego. Opisane są tu składniki piwa, jak i proces jego powstawania. Akapity o wspomnianych przerwach białkowych (nie mylić z przyjmowaniem „białka” w przerwie) trochę mi tu nie pasowały, ale co tam. Rozdział must read dla każdego piwosza.

_dsc0221

Podobnie zresztą jak cześć druga z czterech. Tutaj dowiedziałem się jak czytać piwną etykietę. I każdy kto uśmiechnie się pod nosem myśląc „banał”, niech odpowie sobie na proste pytanie. Czy pijąc dwa piwa jedno po drugim, wiesz które piwo „klepnie Cię” bardziej? Na etykiecie pierwszego piwa napisano 8% alk. wag, na drugiej 8% alk. obj. Znasz odpowiedź na tą zagadkę? Jeśli tak, to nie martw się. W rozdziale rozwikłano kilka zagadek dodatkowych. To właśnie ten rozdział „odgupkowuje” piwoszy najbardziej. Jest tu wiele rzeczy dla miłośników piwa oczywistych, lecz wystarczy zamienić dwa słowa ze szwagrem, bratem, wujkiem, stryjkiem, księdzem, czy jego córką, by okazało się, że oczywista oczywistość dla innych wcale taka oczywista nie jest.

_dsc0222

W ten „oczywisty” sposób wszedłem w rozdział trzeci będący prawdziwą encyklopedią i podręcznikiem wiedzy. Jeśli planujesz wyrywać dupeczki na opowieści o black india pale ale, czy piwie parowym, to są strony dla Ciebie. Tomek opisuje tu klasykę piwa, style, miejsca, kolory i inne takie. Świetnie się to czyta. Jest to rozdział dla tych co nie tylko nie chcą „wyjść na głupka”. To rozdział dla tych, co chcą błysnąć lub po prostu wiedzieć co piją i skąd to co piją się wywodzi. Dlaczego się wywodzi i czego w tym co się wywodzi powinni szukać pijąc lub wąchając.

_dsc0223

Kolejne dwa rozdziały, będące jednocześnie czwartą częścią księgi to coś czego się boję. Przeczytałem, lecz boje się, że zarażę się jak grypą. Problem jest taki, że grypa w końcu odpuści, a gdy zarazisz się warzeniem piwa w domu, to masz z głowy. W pozytywnym słowa tego znaczeniu. Jeśli wejdziesz w świat piwowarstwa domowego, to zakochasz się do końca swych dni (może to być krótko, bo Cię żona zaciuka nożem za burdel w kuchni). Tak. Dwa ostatnie rozdziały traktują o warzeniu piwa w domu. Uważam subiektywnie, że jest to temat na oddzielną książkę. Wiedza Tomka jest rozległa, a jego rozgadanie jest porównywalne z szerokością nurtu Wisły w Płocku. Oddzielna księga o piwowarstwie domowym powinna być kwestią czasu. Dało by rade bez problemu. Umieszczanie tych rozdziałów w książce o „odgupkowywaniu” piwoszy nie przypadło mi do końca w gust. Nie każdy piwosz musi produkować piwo, by nie być „gupkiem”.

Ogólnie. Książka na wielki plus. Dotrze z pewnością do wielu ludzi. Sukcesem będzie, gdy nawet garstka z nich „zaciekawi” się dobrym piwem po jej lekturze. Książka wydana jest ładnie. Każdy kto lubi się o coś ocierać, może poocierać się o jej okładkę. Piwne bąbelki są tu wypukłe, co wygląda fajnie i wyróżnia tę okładkę od setek innych na półkach. Książka pisana jest przystępnym dla normalnych ludzi językiem, a wiedza, nawet ta bardziej fachowa przekazywana jest w lekki sposób. Książka jest książką multimedialną, czyli po zeskanowaniu zdjęć w niej zawartych poprzez specjalną apkę na smartfony zostajemy przeniesieni do filmu z którego skanowany kadr pochodzi. Niestety, mój młody „załatwił” mi aparat w ajfonie, więc sprawy nie przetestowałem. Podsumowując. Polecam. Nawet jeśli uważasz się za piwny pępek wszechświata, to i tak ją kup. Choćby po to, by wrzucić ją sobie pod choinkę zamiast kolejnej pary skarpetek.

_dsc0219

avatar
Napisane przez

Majk