Jak

Warszawski Festiwal Piwa – jak się zachować

Warszawski Festiwal Piwa – jak się zachować

Z uwagi na to, że nasz poradnik odnośnie Światowych Dni Młodzieży zrobił furorę w Watykanie (za tłumaczenie dziękujemy Panu Paolo Cozza) paolo_cozza_650 (Kopiowanie) postanowiliśmy pomóc tym naszym czytelnikom, którzy nie radzą sobie ze swoimi problemami. Wielu z Was słysząc, że organizatorzy WFP nie dali za wygraną i robią kolejną edycję festiwalu pomyślało sobie „o kurwa skąd ja teraz wezmę kasę\wolne w pracy\wolne w domu\czyste majtki”. Krok po kroku radzimy więc co robić aby jakoś się tam dostać, napić piwa, zjeść paszę z fudtraka i przy masie szczęścia przybić piątkę z Kopyrem.

1) Pieniądze, kasa, hajsiwo, peeleny. Jak by nie nazwać legalnego środka płatniczego jest z nim ten sam problem co z Imperatorem Bałtyckim – jest go zawsze za mało. Jeśli macie żonę, dzieci i 500+ sprawa jest już załatwiona. Jeśli samorząd widząc Waszą patologię zabrał Wam kasę w zamian za jedzenie, lub po prostu nie macie jeszcze dzieci ta kiwka jest dla Was: w środku nocy wstajecie i przecinacie przewód paliwowy w swoim aucie. Rano kręcąc rozrusznikiem i udając zdziwienie połączone z irytacją dzwonicie do żony z informacją, że Peżot znów klęknął, i że naprawa wyniesie co najmniej 800 zł, a jeśli pierdolnął Balling amortyzatorów, lub co gorsza Plato hamulca to grubo ponad tysiaka. Wieczorem zaś tłumaczycie żonie, że skoro auto nie działa to nie ma sensu żebyście wszyscy w weekend kisili się w czterech ścianach, więc dacie jej odetchnąć i uciekacie do Warszawy.

Jeśli nadal mieszkacie z matką lub z o wiele starszą kochanką, która ją udaje musicie wymyślić inne story. Wchodząc do dużego pokoju, gdzie zapłakana matka ogląda Barwy Szczęścia mówicie: „Mamo wiem, że wrzesień za pasem i trzeba kupić książki, a tacie wysłać paczkę do aresztu, ale znalazłem świetny przyspieszony kurs biologiczno-chemiczny, gdzie oprócz wykładów będą też warsztaty i znani znawcy.” Matka ucieszona faktem, że chcecie zostać naukowcem da Wam 800 zł na „kurs” i jeszcze 200 zł kieszonkowego.

2) Transport. Z wiadomych przyczyn podróż samochodem na festiwal jest tzw. Podróżą za Jeden Uśmiech (bowiem jesteście szczęśliwi jadąc tylko w jedną stronę), Biletem w Jedną Stronę lub po prostu O Jeden Most Za Daleko. Dlatego też korzystając z zeszłorocznych doświadczeń Majka dajcie sobie spokój i naprawę Peżota odłóżcie na „po festiwalu”. Jeśli jesteś zapalonym kolarzem i mieszkasz w ościennych od mazowieckiego województwach możesz spróbować kopsnąć się rowerem. Istotne jest to, żeby wziąć ze sobą ciuchy na zmianę, aby nie ściągać swoim strojem na siebie uwagi większej niż ja i majk. Mieszkając dalej niż 200 km od Stolicy wybierz busa, lub pociąg. W busie trzęsie nieco bardziej, warunki są trochę cięższe, a jeśli w drodze powrotnej złapią Cię torsje musisz robić „chomiczka”. Chyba, że torsje złapią wszystkich w busie – wtedy kierowca albo się zatrzyma, albo całkowicie Was wysadzi. Jadąc pociągiem macie dostęp do klozetu z opadającą deską, możliwość sikania w każdej chwili oraz grania w makao na schodzone. Dodatkowo jeśli krucho u Was z kasą możecie zablokować się w kiblu i przy odrobinie szczęścia przejechać całą trasę za darmo. Na samym końcu zostaje najgorsza opcja czyli blablasamochód. Podróż o tyle ryzykowna, że nie wiadomo na kogo traficie. Jeśli trafi Wam się drugi beer geek, który dodatkowo ogląda każdy film kopyra, to nie dość, że nie będziecie mogli niczym mu zaimponować, to jeszcze będzie przynudzał opowieścią o tym ile pokemonów zamierza złapać w okolicy Łazienkowskiej.

3) Wejście na festiwal. Fakt, że stadion nie będzie w ten weekend wykorzystywany do rozgrywania meczu Legii nie powinien zachęcać do zakładania koszulek innych drużyn. Zawsze może się okazać, że po wypiciu kilku piw zechcecie pójść w miasto, a wszyscy wiemy jak nienawidzą się kibice Legii z ultrasami Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. Lepiej więc założyć strój piłkarsko neutralny. W kolejce po bilet zachowuj się luźno, ale nie nonszalancko. Nie krzycz na cały głos „o kurwa to te pedały z Szyszek!!!”. Wszyscy wiedzą, że jesteśmy sławni – nie musisz w ten sposób odkrywać ameryki. Nie wymawiaj też na głos zdań takich jak:

– o Boże, ale się napierdolę

– Zobacz to Bartek Napieraj z Doctor Brew… a nie on jest z Artezana.

– Na wiosnę na Domaniewskiej było lepiej

– Nie lubię jedzenia z food tracków

– mokry karton.

Po przejściu przez bramkę możesz odetchnąć. Nikt nie zorientował się, że przeszmuglowałeś dwa piwa domowej roboty, które zamierzasz wypić na rozruch, aby „lekko się zrobić za darmoszkę”. Idziesz do kibla z uniesioną lewą brwią i jakby nigdy nic trzaskając drzwiami zamykasz się w kabinie krzycząc głośno „mogli coś podstawić do umycia szkła”. Szybko opróżniasz dwie flaszki i zostawiając fajans za spłuczką wychodzisz na openspace czując jak alkohol sam niesie Cię do żądnego chmielu tłumu. Pamiętaj, żeby chodzić powoli i rozglądać się wokoło. Wszędzie chodzi masę ludzi ze szklanką nie rzadko drogiego piwa w ręku, a pamiętać trzeba, że od słów „przepraszam, wylałem panu piwo” do śmierci jest bardzo bliska droga. Jeśli masz jakichś znajomych lub po prostu przyczepiłeś się do grupy osób, która nie ma śmiałości cię odgonić znajdźcie swoją ławkę-przyczułek z którego będziesz mógł atakować znanych blogerów, piwowarów i innych piwnych celebrytów. Ataki zawsze wykonuj szybko, precyzyjnie i z zaskoczenia, aby osoba z którą chcesz porozmawiać nie miała czasu spierdolić. Kiedy wypowiesz jedno zdanie, a Twój rozmówca Ci odpowie wtedy gratulacje: właśnie wykonałeś najważniejszy punkt wyjazdu na festiwal piwny – spotkać znane osoby i skatować je rozmową.

CDN.

 

 

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy