Barley Wine Piwne Freaki Ursa Maior

Ursa Maior. Przemytnik. English Barley Wine.

Ursa Maior. Przemytnik. English Barley Wine.

No ja Wam powiem tak. Zakochałem się. Nie w żadnej dupie. Zakochałem się w tym piwie. Nie wiem. Może dlatego, że piwo piłem idealnie schłodzone, po ciężkim dniu. Bardziej jednak podoba mi się myśl, że zakochałem się, bo piwo po prostu wyszło zajebiste. Bo w moim odczuciu zajebiste jest.
Barley Wine. Nie amerykańskie, nie przykryte chmielem jak pani królikowa panem królikiem. Nie jak kocica kotem pod śmietnikiem w marcu/kwietniu. Barley Wine z krwi i kości. Słodowe do granic. Słodkie. Lepkie, ciężkie. Ciężkie? W sumie przesadzam. Pyszne po prostu. W słodową podstawę wdziera się jakby, winogron. Dojrzały winogron. Polski, nie jakiś z „ryneczku lidla” szarpany. Polski, ciemny winogron. Takie mam odczucia. Może i malina? Całość odziana w ciasto, karmel, chleb i słodycz.

Alkohol też się wdziera. Ale fajny. Miły. Podkreśla charakter tego piwa. Podkreśla, że podchodzimy do piwa potężnego. Nie do czegoś tam do popitki, a do piwa, z którym spędzimy dobrych kilkadziesiąt minut. Kilkadziesiąt minut z idealnie bursztynowym, ślicznym trunkiem.
Każdy łyk to zastrzyk zalepiającej usta, aksamitnej, słodkiej cieszy. Słodkiej do granic, lecz fajnie kontrowanej ziołową, wcale nie małą goryczką. Alkohol w smaku również obecny. Ale znów miło, wdzięcznie. Nie natrętnie. Rozgrzewa w przełyku i żołądku. Kupię to piwo. Powtórzę je póki na dworze nie jest gorąco. Drugie wsadzę do piwniczki. Zakochałem się. Stojący w piwnicy AleSmith miał czekać na specjalną okazję. Chyba nie doczeka
Wasze zdrowie.

avatar
Napisane przez

Majk