Zaproszenia

Złote kalesony i Baba Jaga

Złote kalesony i Baba Jaga

Lublin. Miasto kultury. Miasto wielu kultur. Miasto piękne. Zamieszkałe przez „czysta” tysięcy ludzi. W sezonie studenckim liczba ta rośnie do około ośmiu milionów, co stawia Lublin na równi z Londynem, a przynajmniej Londkiem Zdrój. Dlaczego o tym piszę?

Otóż Lublin znany jest jeszcze z jednej rzeczy. Z miejsca właściwie. Na starym mieście mieści się knajpa, której nikt nie odwiedza, bo zawsze jest zamknięte. Pusto tam zawsze, nigdy nie ma ludzi. Knajpa, która na stronie www posiada wykwintne menu, a w praktyce możesz tam zjeść wyłącznie hamburgera. Jeśli trafisz na dzień gdy kucharz nie pił do 5 rano, to hamburger będzie zjadliwy. Niektórzy piszą, że pyszny nawet. Ale boją się to powiedzieć głośno. Dlatego w internetach piszą.

Za barem stoi dziwny człowiek. Barman powinien być miły i schludny. Tutaj jest inaczej. Przystojny i schludny, to może on jest. O uśmiechu mowy być nie może, lecz gdy barman ma dobry dzień to wpuści Cię do środka. Wpuści Cię, choć wcale nie chce byś tam był. Byś zawracał mu dupę. Jeszcze zechcesz, by nalał Ci piwa? Po co mu to? Szkło będzie trzeba później umyć.

Nalał piwa… Słowo klucz. Wszystko zmienia się, gdy kochasz piwo. Gdy kochasz piwo, to będziesz tam bywał. Nawet jeśli jesteś miłośnikiem piwa z Chin. Wsiądziesz w dreamliner’a i wpadniesz tu na piwo. Nie bacząc, że zamknięte. Nie bacząc, na przystojnego barmana. Nie bacząc na ubytki w internetowym menu. Wpadniesz tu na piwo…

Wpadniesz też w sobotę. 12 grudnia roku bieżącego. Wpadniesz, bo masz trzy powody. Pierwszy, to taki, że kochasz piwo, ale to już wiemy i nie przynudzajmy o tym więcej.

Drugi to taki, że odbędzie się tutaj wydarzenie, które pod przykrywką bitew piwowarów domowych skupia szarą strefę handlarzy trefną odzieżą. „Złote kalesony”, bo o nich tu mowa. W sobotę przychodzi czas na półfinały. Setki stacji telewizyjnych, miliony widzów. Zainteresowanie jest ogromne, bo style w jakich sparują się „lubelskie piwowary z LSD” są nie błahe. Imperialne. Imperialne IPA oraz Imperialne ciemne IPA. Jeden na jednego. Dwie pary piwowarów. Jeśli piwa nie wyłonią zwycięzców, to zdecydują kobiety. Piwowary będą zdejmowali kolejno swe ciuchy. Na zmiany. Czapka, za czapkę. Kaleson za kaleson. Skarpeta za skarpetę. Będą robili to dotąd, aż Panie stwierdzą, że nie mogą już na to patrzeć. Stwierdzą, że boją się utraty wzroku i dożywotniej traumy. Wygra ten, na kim zostanie więcej ciuchów. Zwycięzca musi być wyłoniony. Coś jak rzuty karne na mundialu.

Wszyscy modlimy się, bo do oślepiającej dogrywki nie doszło. Panie muszą móc widzieć coś, co będzie działo się później. A później przyjdzie czas na gwiazdę wieczoru. Gwiazdę jasną jak „Krzyż Południa”. Jak wszystkie koła „Wielkiego Wozu” razem wzięte. Jak błysk białych zębów barmana, którego to błysku nikt nigdy w knajpie tej nie widział, bo i uśmiechu tam wiecznie brak. Zacne progi pustej knajpy odwiedzi znany i lubiany Tumek z internetów. Przywiezie on ze sobą trzy piwa. Wszystkie trzy ugotowane przez niego i ekipę w ramach nowopowstałej inicjatywy kontraktowej. W żółnierskich słowach. Na kranach pojawią się wszystkie piwa z browaru Baba Jaga: Session IPA, Black Widow i Mrok.

Mógłbym pisać tu błahe slogany o tańczących na stołach przystojnych mężczyznach (to dla oślepionych Pań) oraz o rozgrzanych do czerwoności modelkach oraz darmowym koksie. Ale po co???? Podobno wszyscy kochamy piwo…

„Kororowych” znając życie nie będzie. Na szczęście…. Oni kochają fejm, nie piwo…..

12 grudnia 2015. Pub „u Fotografa”.

PS1. Obrazek klejony w Paincie, więc jeśli chcesz pisać, że „grafik płakał..” to sio 😉

PS2. Darujcie komentarze o tym, skąd baba Jaga wyleciała na obrazku o którym mowa w PS1…

 

avatar
Napisane przez

Majk