Dania Stout To Ol

To Ol. You Shall Nut Pass.

To Ol. You Shall Nut Pass.

Myślę sobie. Tyyy? Błąd na etykiecie. Literówka. Czeski błąd. Beka. Jako Polak ucieszyłem się bardzo. Polak się cieszy, jak ktoś przyliczy wtopę. Wezmę z póły. Zabiorę do domu. Fotę strzelę i będzie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i oczywiście okazało się, że beka to może być. Ze mnie. Bo ten Nut, to nut. Tak ma być. Nudny wstęp. Pewnie, że wiedziałem to od razu. Musiałem coś napisać na fejsbunia. Jak słabe, to zobaczcie przynajmniej, czy orzechy zdały egzamin.

Przelane do szkła zaprezentowało się tak pięknie, że ostatni raz coś tak pięknego widziałem wczoraj przy okazji przeglądania pudelka. Widniało tam wyfotoszopowane zdjęcie jakiejś laski. Dziewczyny piłkarza. Śliczniutka. Widzicie? Obłędnie. Ślicznie. Piana wylazła ze szkła na dwa centymetry w górę. Ale nie rozlazła się. Nie rozlała. Nie. Pięła się w górę jak beton. Jak pieprzony drapacz chmur. Widziałem kiedyś taki. W stolicy jak byłem. W Warszawie. Obok Marriotta. Jak to stoi w ogóle? Takie wielkie? Jak piana może wyleźć ze szkła i się nie rozlać.

Czy w zapachu są orzechy? Są. Delikatne. Na granicy percepcji to może nie, ale nie wali też po nosie. Jest czekolada, są jakieś ciemne owoce. Przyjemnie. Z balansem. Miło. Co tam zapach. Ta piana jest genialna. Jeśli jesteś zboczkiem, który lubi smarować się bitą śmietaną, pij to piwo śmiało. Obsmarujesz się od nosa po pępek, a piany jeszcze zostanie. Na stopy. Jeśli nie jesteś zboczkiem, to też pij to piwo. Po prostu zapewni Ci ono kwadrans z widokiem na pianę ponadprzeciętną.

Mega pijalne. Delikatnie cierpkie, kwaśnawe. W tej cierpkości odnajdują się orzechy. Są tu też palone słody. Jest czekolada i kakao. Pije się to świetnie. Za szybko (pamiętamy o gapieniu się w pianę, które to sprawia nam przyjemność). Goryczki jakoś nie zapamiętałem, ale jak coś ma „nut” w nazwie, to ja goryczki w nim nie szukam. Spoko piwko. Do wypicia. Łba nie zerwie, z butów nie wyrwie, ale zawiedziony też nie jestem.

avatar
Napisane przez

Majk