American Pale Ale Bez kategorii To Ol

To Ol – Sofa King Pale

To Ol – Sofa King Pale

Dania. Kraj tak ciekawy, że jedyne co na jego temat ma do powiedzenia Wikipedia to fakt, że mam nieaktualnego Avasta. Większości ludzi kojarzy się z dobrobytem, szczęściem, wysokim socjalem, i tyle. Nie ma nawet żadnego Duńczyka, lub czegoś duńskiego co od razu mogłoby przyjść nam do głowy kiedy myślimy o tym kraju. Nawet Karolina Wozniacki jest z importu.

A cała ekipa z Gangu Olsena? Pozostawię to bez komentarza…(ale o nudniejszym pseudokomediowym gównie nie słyszałem 😉 )

Niemniej, jednak nawet w państwie którego ulubioną rozrywką jest wychowywanie społeczeństwa na życiowe cioty da się znaleźć pewne pozytywne aspekty. Mają u siebie najdłuższy międzynarodowy most na świecie i browar To Ol (czyt. „to yl” i skończmy te spekulacje pt. jak to się wymawia/a co to to O z kreseczko?) Coś tam jeszcze google mi mówił o jakimś Mikkellerze, ale zlałem to. To pewnie jakiś wieśniacki piosenkarski duet jakiegoś Mike’a i Kellera. Who gives a shit? Jest to autentycznie wszystko co google chciało mi przekazać nt. atrakcyjności tego kraju.

O ile boysband, ani most nie jest nam do niczego potrzebny, (pod warunkiem, że nie chcemy przemycić porwanego dziecka bez zbędnych pytań,) o tyle browar wzbudza czujność każdego birgika.

 

Dziś skupiamy się jednak na tym pierwszym i na ich piwie, które odpowiada na odwieczne modły birgików o treści: „Piwa naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Tak oto powstało piwo Sofa King Pale. Coś dla couch potato, który chce pocpykać pilotem, popierdzieć na kota i wypić coś smacznego, co nie będzie specjalnie absorbować jego uwagi. To piwo zostało do tego stworzone i jako takie świetnie spełnia swoją fukncję.

W aromacie pojawiają się świeżo podniesione z ziemi, obrane cytrusy i nic więcej. Totalna prostota i jednoliniowość. Nie jest to oczywiście złe, bo bądź, co bądź mówimy o miłych rzeczach, ale po wypiciu jednego takiego piwa ma się ochotę przerzucić na coś innego.

W smaku mamy rześki, delikatny początek, który nie niesie ze sobą zbyt wielu smaków, a kończy się solidną goryczką, która zostaje na długo w ustach. Nie jest to jednak wielowymiarowe i wielosmakowe odczucie. Wrażenia są proste i nieskomplikowane. Podejrzewam, że gdyby w Żywcu dosypali odpowiednio większą ilość chmielu, to ŻAPA smakowałaby tak samo.

Podam Wam przykład tego o co mi chodzi. Idziecie do strip clubu (dzięwczęsta np. do H&M), ale jesteście samochodem, bez większej kasy i macie opryszczkę na mosznie. Z góry więc nastawiacie się na to, że Waszą dzisiejszą randką jest lewa, bądź prawa dłoń. Siadacie przy scenie, gdzie tańczą gołe, bezwłose Bułgarki, ale po 10 minutach dochodzicie do wniosku, że to trochę nudne. Płacicie więc 48 zł za małą colę i wracacie do domu ze łzami ściskając portfel i przypominając sobie kiedy ostatnio ktoś tak Was wychujał na kasę, a jedyne co sobie przypominacie to rodziców, którzy pod pretekstem Waszej lepszej przyszłości zajebali Wam pieniądze z komunii. Tu jest podobnie – piwo z racji importu swoje kosztuje, ale daje wrażenia podobne do b. słabego IPA rodem z polskiego craftu. Jeśli tak ma wyglądać piwo powszednie, które kupuje się w każdym sklepie na rogu za sensowny cash to jestem za tym bardziej niż Macierewicz za teorią o zamachu. Jednak jeśli kosztuje grubo ponad 10 zł, to ja mówię stanowcze: „a na chuj mi ten kaktus?!”

Browar: To Øl

Styl: APA

Wysokość ekstraktu: –

Zawartość alkoholu: 4,7%

IBU: –

Barwa: Bursztynowa

Cena: ~ 15 PLN

SONY DSC

 

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy