Piwne Freaki Raduga Stout

Raduga. Two on the Road. American Stout

Raduga. Two on the Road. American Stout

Achtung, achtung. Idzie weekend, a jak weekend to przypał, bo człowiek jak ma małe dziecko to w pracy odpoczywa. No ale nie to, że się skarżę. Skarży to się kolega w pracy, jak Cię przyłapie na dłubaniu w nosie. Weekend to także piwo. A jak piwo, to raczej dobre niż to gorsze. Gorsze też może być, ale pod warunkiem, że więcej jak jedno i jako dodatek, a nie główny bohater weekendu. Dobra, od gadania pierdół to są w netach inne pisaki. Ja mam tu dla Was kawał piwa.

Amerykański Stout z Browaru Raduga. Nazwę zaczerpnięto z filmu. Starego jakiegoś. O małżeństwie i przygodach, gdzieś w trasie jakiejś. O wspólnych wspominkach i heheszkach. Flaki z olejem, choć opinie chodzą, że fajne. Może i fajne. Film znaczy, bo piwo na pewno. Świeżo po spożytkowaniu, więc wiem. Przelany do szkła jest wzorcowy, jak DNA myszy. Czarny jak noc, nieprzenikniony jak logika władz państwowych. Przykryty beżową pianą, gęstą jak beza w prześlicznej dłoni pani prezydentowej. Byłej. Tej od męża, króla memów. Świetnie to wygląda. Memy też świetne.

Piwo to wąchać można na dwa sposoby. Pierwszy, gdy jest chłodne. Wtedy do głosu dochodzi przedrostek „american”. Są cytrusy, jest żywica i las. Chmiel, chmiel i jeszcze raz chmiel. Świetnie i rześko. Chce się złapać pierwszy łyk. Sposób drugi, to na ciepło. Wtedy na plan pierwszy wychodzi paloność. Czekolada z kawą. Popiołowość nawet. Chce się złapać pierwszy łyk 😉 No świetna rzecz. Kupujesz jedno piwo, a pijesz dwa. Pierwsze dziesięć minut pijesz amerykańca, drugie dziesięć pijesz stouta. Extra, co najmniej jak palenie fajeczek za małolata. Zacieszyłem się. To dobrze.

Zacieszyłem się i wygadałem. Poprzedni akapit, jak to w moich nudnych i szablonowych wpisach miał być o wąchaniu. A wygadałem się, że pijesz dwa piwa. Wygadałem się i cóż. Mogę tylko potwierdzić. Tutaj również im cieplej, tym bardziej stoutowo, choć ogólnie bardziej stoutowo niż w zapachu ogólnie. Więcej tu paloności, kawy, choć nie jest tak, że żywica, las i owoce gdzieś zniknęły. Nie jest tak, że wchłonęła je ciemność trunku. One wciąż tu są. Dodatkowo pojawia się fajna, jakby żytnia gęstość. Goryczka jest dość mocna. Żywiczno-popiołowa. Świetne piwo.

Wiecie co? Świetne piwo, ale jest to kolejne piwo w moim życiu, które uświadamia mi, że między amerykańskim stoutem, a czarną ipą granica jest wąska. Cienka jak dobrze pokrojony makaron. Taki wiecie? Babci, do rosołu. No. Dobre, dobre.

avatar
Napisane przez

Majk