Imperial IPA Piwne Freaki Raduga

Raduga. Dementia. Imperial American Wheat.

Raduga. Dementia. Imperial American Wheat.

Wyobraź sobie akcję. Budzisz się w pokoju. Nic nie pamiętasz. Nie wiesz, gdzie jesteś i skąd przyszedłeś. Jeszcze wczoraj byłeś z kumplami na piwie. Jednym, drugim, siódmym. Pysznym. tyskim. Polacy grali w piłkę. Ograli Niemców. Wspaniały wieczór. Tyskie ósme, dziesiąte. I jesteś tu gdzie jesteś. Jak? Skąd? Dlaczego? Cztery ściany. Puste. Drzwi i okien brak. Tylko jasne kafelki. Wyszorowane. Ich blask kłuje Cię w mózg.

W pokoju, prócz Ciebie znajdują się dwa przedmioty. Butelka i szklanka. Nic więcej. Klucza brak, bo i po co jak brak drzwi. Jako doświadczony piwosz otwierasz butelkę okiem. Takie rzeczy, to nie problem. Jedenaście tyskich co drugi dzień robi z Ciebie specjalistę. Przelewasz zawartość do szkła. Nie wygląda to jak piwo. Piwo powinno być słomkowe, przezroczyste i mieć mnóstwo bąbelków. Tutaj jest inaczej. Piwo ma barwę bursztynu, okrywa je gęsta piana konsystencją przypominająca bardziej masę do ciasta niż znaną Ci dotąd bąblową watę. Klarowności tu brak. Piwo jest zdecydowanie zamglone, choć nie wiesz, czy to nie skutek wczorajszej, mocnej imprezy.

Zapach miesza Ci w głowie jeszcze bardziej. To nie pachnie stęchłą skarpetą, starym słodem i miodem. Pachnie, nie jak piwo, które znasz. Trunek pachnie owocami, słodkimi. Tropikalnymi, dojrzałymi. Pachnie też jakby ciastem i chlebem. Ale nie jak piwo, nie pachnie skarpetami. Co to jest? Czy to nie zasadzka? Co kryje się za ścianami?

Pierwszy łyk. Drugi. Trzeci. Pijesz to jak zamroczony. Każdy łyk woła o następny. Niby jest słodko, gęsto, ale nie zalepia Cię to. Pomaga w tym bardzo przyjemna, grejpfrutowa goryczka. Nigdy tego nie czułeś. Zaczyna Cię to fascynować. W każdym łyku czujesz słód, ale jakoś tak inaczej. Nie jak stęchły słód gnijący w piwnicy sąsiada. Czujesz słód w postaci świeżej bułki pszennej. Ciepłej. Czy Ty pijesz piwo? Tak! To jest piwo. Masz tego pewność. Każdy łyk rozgrzewa przełyk. W tym trunku jest alkohol. Ale przyjemny. Szlachetny.

Z każdym łykiem zaczynasz myśleć trzeźwiej. Mgła znika Ci sprzed oczu. Jesteś w hotelu. Ściany nie są białe. Są zwykłe. Drzwi i klamki też obecne. Rozglądasz się nerwowo w poszukiwaniu tego pysznego trunku pitego przed chwilą. Nie ma go. Co tu się wydarzyło? Czy Ci się to śniło? W ustach czujesz przyjemną słodycz z delikatną nutą skórki grejpfruta. Tak! To ten smak. Piłeś to piwo. Pyszne piwo. Ale co się stało?

Od tej chwili myślisz o tym piwie. Przy tyskim, pierwszym, drugim, siódmym. Ten zapach, smak i wygląd nie dają Ci spokoju. Stęchła skarpeta walczy w Twym mózgu z dojrzałymi owocami. Jeszcze nie dziś. Może jutro. Ale wrócisz. Biały pokój, to czyściec. Wrócisz. Wspomnienie smaku z czyśćca już nie odpuści. Ziarnko zostało zasiane. Piwna rewolucja jest już w Twojej głowie. Kwestia czasu.

avatar
Napisane przez

Majk