Wyjazdy

(Prawdziwe) Piwne Podziemie

(Prawdziwe) Piwne Podziemie

Z reguły w danej branży słowo podziemie oznacza, że coś jest bardziej prawdziwe.

Polskie państwo podziemnie było bardziej patriotyczne niż to dzisiejsze „naziemne”. Podziemny rap charakteryzuje się zdecydowanie bardziej prawdziwym przekazem niż (dzięki Bogu nieistniejąca już) grupa Ascetoholix. Ta sama zasada ma zastosowanie nawet w tak prozaicznej dziedzinie życia jak parking – każdy woli parkować pod ziemią, niż na dworze, przed blokiem.

W związku z powyższym zastanawiałem się jakie naprawdę będzie Piwne Podziemie do którego wybrałem się pewnego szarego i smutnego jak żałoba dnia.

Po pierwsze okazuje się, że zdecydowanie bardziej do ww. browaru pasowałaby nazwa Piwne Zaziemie. Tak wielkich połaci niczyich gruntów nie widziałem już dawno. Nie zdziwiłbym się gdyby na horyzoncie nagle zamajaczył szkielet donieckiego lotniska, albo bateria pocisków BUK.

Wszystko zmieniło się po dotarciu do bramy browaru. Nie to, żeby nagle wyszło słońce, a dookoła zleciały się kolorowe elfy, ale nawet tak prozaiczna rzecz jak tabliczka ostrzegająca o psach dała znać, że nie będą nas gościli żadni sztywniacy. Sam budynek można porównać do macicy z której właśnie wyszliśmy jako noworodek. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco, ale w środku jest miło, ciepło i bardzo chce się tam zamieszkać na stałe.

DSC_0320

 

Wrota otworzyli nam uśmiechnięci właściciele, którzy mimo ciężkich obowiązków pełnionych do późnych godzin nocnych dnia poprzedniego stawili się dokładnie na tę godzinę na która nas zaprosili. Dodatkowo uśmiechnięci, życzliwi i zafascynowani. Czym? Piwem. Pomimo tego, że jest to ich chleb powszedni rozmowa toczyła się z takim zaangażowaniem jakby dopiero co rozpoczynali przygodę z craftem.

Po wejściu do browaru pierwsze co uderzyło to zapach warzonego piwa. Coś co wyczuje każdy kto kiedykolwiek sam parał się tym zajęciem w domu. To dało nam znać, że trafiliśmy do właściwego miejsca. Zupełnie jak Alicja wpadająca do krainy czarów. Na wejściu przywitał nas taki oto obrazek: DSC_0325

Teraz, post factum mogę się przyznać Darkowi i Ewelinie, że cały czas spędzony w browarze spędziłem na obmyślaniu sposobu wyniesienia tych znaków. Ostatecznie jednak uznałem, że nie będą ładnie współgrały z moją komodą i pozostawiłem je na miejscu.

Twórcy Piwnego Podziemia czyli Ewelina, Darek i Artur (który niestety nie był tego dnia obecny) są bardzo wysportowanymi i energicznymi ludźmi. Tego wymaga od nich warzelnia, którą sobie sprezentowali i którą sami nazywają Commando Style. Wygląda ona tak:

DSC_0332

Świetnie pomyślane, bowiem jeśli nie mamy wiele czasu, a w domu są głodne dzieci to w jednym z „garnków” można warzyć piwo, a w innym gotować zupę, lub krochmalić pościel. Z tego co wiem jednak oni nie wpadli na ten genialny (i mój autorski) pomysł. 

Jednak nie byłbym sobą i zarazem prawdziwym ignorantem gdybym nie krzyknął „chuj z warzelnią i tak się nie znam. Widzieliście radio???!!!”DSC_0329

To niemałe i (najpewniej) zwykłe radio uzmysłowiło mi jedną bardzo ważną rzecz. Wszystko co w tym browarze się dzieje, warzy, rozlewa, chmieli, produkuje. Wszystko co do tego browaru wjeżdża, wyjeżdża wlatuje i wylatuje jest na 100% prawdziwe. Najprawdziwsi na 200% są też ludzie, którzy ten browar tworzą. Dlatego nazywają się tak, a nie inaczej. Niech świadczy o tym fakt, że w toalecie jako lektura leżą tego typu pozycje:

DSC_0324

 Sama aparatura daje nam znać, że mamy do czynienia z prawdziwymi piwnymi Freakami

DSC_0327

Czy wiecie, że dla jednego z piw zzestowali oni (jest w ogóle w naszym języku takie słowo?) kilkadziesiąt pomarańczy? Oczywiście, że nie wiecie, bo ja sam tego nie wiedziałem do dziś. Nie wiedziałem co w ogóle oznacza to cholerne słowo. Stawiałem na namaczanie w alkoholu, ale się pomyliłem. Oznacza to obranie każdej pomarańczy ze skórki, a następnie odarcie jej każdego ząbku (sic!) z albedo. Wszystko to razy kilkadziesiąt albo i więcej. Ja sam ostatnio zestując (wówczas myślałem po prostu, że obieram) mojemu synowi pomarańczę wymiękłem na trzech kawałkach. A kocham go bardzo. Czy wyobrażacie sobie w takim razie jak bardzo oni muszą kochać swoich klientów? Co najmniej tak jak Papież Franciszek swoją trzódkę.

Wszystko w Piwnym Podziemiu jest robione ich własnymi rękami, albo umysłami. Mimo, że browar jest w 100% rzemieślniczy to nie ma tam miejsca na żaden przypadek. Wszystko jest dokładnie zaplanowane i obmyślone. Podejrzewam, że gdyby spytać ich o plany za 66 i pół m-ca byliby w stanie dokładnie nam to opisać. W sumie to szkoda, że o to nie spytałem.

W tym browarze nawet pies kocha craft. Został kiedyś postrzelony (najpewniej z zawiści przez właściciela jakiegoś koncernowego browaru) i przeżył tylko i wyłącznie dzięki miłości do piwa. Z pewnością leżąc w kałuży krwi i mając rany postrzałowe myślał sobie „To koniec. Zdechnę nie pijąc już nigdy Blackalicious. Nie! nie mogę na to pozwolić!” i uwierzcie lub nie, ale przeżył. Sonic to naprawdę ostry zawodnik.

Na końcu zaś zamiast powiedzieć nam „dzięki, to już koniec wycieczki” i poszczuć ww. psami Ewelina i Darek rozmawiali z nami dobrą godzinę o polskim piwie, crafcie, amerykańskiej rewolucji piwnej, o sobie i swoim browarze. Poświęcili nam masę swojego prywatnego czasu tylko po to, żeby jakieś blogiery czy inne piwne hipstery zaspokoiły swoją ciekawość.

Robią świetne piwa nie potrzebując do ich sprzedaży pięknych modelek. Robią świetne piwa nie mając sprzętu za kilkaset tysięcy PLN. Robią świetne piwa pomimo tego, że mieszkają na końcu województwa/Polski/świata*. Robią świetne piwa i po poznaniu ich jestem pewien, że to się nie zmieni.

Wszystkich, którzy mają możliwość spróbowania ich piw zachęcam do tego serdecznie, bo na podstawie tego co widziałem, słyszałem i smakowałem jestem pewien, że zawsze będzie to dobry, jeśli nie doskonały wybór.

 

DSC_0332 DSC_0335 DSC_0340 DSC_0341

*Niepotrzebne skreślić

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy