Barley Wine Piwne Freaki Pracownia Piwa

Pracownia Piwa. Hey Now Wheat Wine.

Pracownia Piwa. Hey Now Wheat Wine.

Jestem dziś mega szczęśliwy. Nie tylko dlatego, że w końcu mogę opalać swe owłosione łydki. Nie tylko dlatego, że wszystko mi od rana wychodzi. Jestem też szczęśliwy, że wczoraj wypiłem jedno piwo. Znaczy, mógłbym wypić ich więcej, może to wpłynełoby na mnie jeszcze pozytywniej. Tego nie wiem. Wiem za to, że piwo które wypiłem to mistrzostwo świata. Może być nawet w piłę kopaną, bo to mistrzostwo w świecie szanuje się najbardziej.

Wypiłem jedną, malutką lampkę piwa. Hey Now Wheat Wine się zwało. Czy to piwo? A może już wino? Nie mi oceniać. Ja się mogę tylko podjarać. Jak gimnazjalista kodem ze Steama. Jak maturzysta kalkulatorem. Jak galerianka na bogatego grubasa. Czyli pozytywnie, wiecie? Pierwszy kontakt nie zapowiadał efektu łaał. Przelane do szkiełka wyglądało mizernie, jak sok z mizerii, czy modny ostatnio tłoczony sok z jabłek.

Łaał zaczęło się w zapachu. Prawdziwa feria aromatów. Od zboża, słodu i chleba, po naprawdę mocny, cytrusowy kop. Są tu też inne owoce. Ananasy, ale takie słodkie i brzoskwinie, słodkie nie mniej. Jak wiemy, ferie kojarzą się pozytywnie. Wszystkim. Dzieciom, bo wolne. Dorosłym, bo korki mniejsze. Oczywiście są dorośli, co to mają upośledzenie i razem z dziećmi ferie spędzają na Zakopiance, ale to margines. Pomijamy. Feria zapachów, jako pochodna ferii również jest pozytywna. Zwłaszcza w tym piwie. Mega. Mega pozytywny zapach.

Dla tych co piwa nie wąchają, bo uważają to za zboczenie. Ja w smaku mieliśmy ferie, to tu mamy wakacje. Piwo w pierwszej fazie każdego łyka zaklei Wam mózg. Ale nie słodyczą. Teksturą. Niskie nasycenie plus ekstrakt robią robotę. Słodycz też tu jest obecna, ale taka… hmm, likierowa, przyjemna. Jak o likierze, to i o alkoholu. Ten jest obecny, w końcu na jego procent składają się aż dwie cyfry. Ale nie przeszkadza. Idealnie uzupełnia bijatykę urządzoną między słodową podstawą, a chmielową goryczką. W sumie bijatyka to złe słowo. Nie ma tu chaosu, jak podczas chuligańskich ustawek. To bardziej gra w szachy. Ułożona. Choć, to też złe określenie. Bo szachy wieją nudą. Tu nie wieje. Tu jest ciekawie. Zaskakująco. O łyk, to inne odczucia. Raz jest słodko, innym razem owocowo, by w kolejnym łyku to goryczka wiodła główny prym. Gdzieś w tle pałęta się zawsze lekka kwaskowość. Do teraz nie wiem, czym spowodowana, ale dodatkowo wpływa na pijalność. Lubię takie piwa. Pyszne. Polecam.

avatar
Napisane przez

Majk

  • Jg

    Feeria….ale co tam