Piwne Freaki Piwoteka Stout

Piwoteka. Ucho od śledzia. Stout z dodatkiem śledzi

Piwoteka. Ucho od śledzia. Stout z dodatkiem śledzi

Dzisiejszy wpis może być lekko upośledzony, bo pisał będę go tak:

ucho-od-sledzia

Mimo, że pozycja do pisania nie wygodna (i płaszcz lekko uwiera), to napisać o tym piwie muszę, bo ono z założenia jest lekko niepoważne. Coś jak KororoweSzyszki. No bo jak brać na poważnie pomysł wrzucenia wiadra śledzi do piwa. Co my foki jesteśmy? Delfiny jakieś?

A jednak. Foki, fokami a śledzie w piwie wylądowały. Wylądowały w Stoucie z Browaru Piwoteka. Nie mogłem przepuścić takiej okazji. Jak tylko w sklepach wylądowała druga warka tego „dziwoląga”, od razu wylądowała na mym kwadracie. W szkle dokładniej. Szkło trzymam na kwadracie, więc jak dotąd wszystko się zgadza. Piękne, ciemnobrązowe piwo. Piana jak u Guinessa, a tu przecież żadnej kuli nie ma. Dopiero po chwili bąbelki zaczynają się łączyć w pary, a jak wiemy związki są zdradliwe i uśmiercają. Piana z każdym, nowo sparowanym bąblem znika. Bardzo ładnie to wygląda i już po chwili patrzenia moje podejście do tego piwa zaczęło się zmieniać. Kłamię Was, jak rodzice w gadce o Świętym Mikołaju. Moje podejście zmieniło się już po wąchaniu piwa przed przelaniem. Z butelki znaczy. W zapachu z butelki mamy nuty typowo stoutowe. Jest czekolada, jest kawa zbożowa. Ale nie one zrobiły na mnie wrażenie. Szacunek piwo zdobyło u mnie zapachem, który w pierwszej chwili stał pod ścianą. Jak wstydliwa laska na dyskotece w gimnazjum. Aromat z każdym węchem stawał się odważniejszy. Jak laska z gimnazjum po każdym, kolejnym drinku (ale ciiicho). Zapach to nie śledź. Przynajmniej w moim odczuciu. To owoce morza, anchois. Delikatne, miłe w odczuciu. Pomyślałem: „te wariaty naprawdę wrzucili śledzie do piwa!?!? Filmik na YT to nie była ściema?@!”

Pomijając to morskie aromaty. „Ucho od śledzia” to kawał dobrego stuota. Pijalnego do maksimum możliwości. Świetnie aksamitnego, lecz jednocześnie lekkiego w odbiorze. Nie nagazowanego za bardzo, ale i nie płaskiego. Co z rybą w smaku? Powiem tak. Jeśli, ktoś jest uczulony na ryby, lub rodzice zamykali go na kutrze rybackim na całe wakacje, to niech tego piwa nie próbuje. Ryba (owoce morza bardziej?) majaczy gdzieś w tle przy każdym łyku. Pozostawia na języku specyficzny rybi posmak. I to nie jest placebo. Ten posmak w tym piwie jest.

Jeśli jednak nie zgwałciła Cię kiedyś morska syrena, ani nie spędziłeś wakacji w luku kutra we Władysłwowie, to pij to piwo. Warto spróbowania. Jeśli nie dla ryby, to dla samego stouta na bardzo wysokim poziomie. Wasze zdrówko.

avatar
Napisane przez

Majk