Piwne Freaki Piwojad Russian Imperial Stout

Piwojad. Onyks. Chocolate Vanilla Imperial Stout.

Piwojad. Onyks. Chocolate Vanilla Imperial Stout.

Zacznijmy od tego, że wszedłem. Do sklepu wszedłem. Albo nie. Od czego innego zacznijmy. Zacznijmy od tego, że mi szkoda. Chciałbym, a szkoda mi. Na Baladin’a mi szkoda. Butelka jest śliczna jak złoto. Piękna. Ale Jagiełły, Władka II za piwo, to na razie jeszcze nie wydam. W dupie mam. No. Szkoda mi, a tu wchodzę do sklepu i cudeńko. Butelka piękna i obła tak, że spokojnie weszła by nawet w najciaśniejsze szczeliny. Znaczy wiecie? Śliczna po prostu. Miśkowi drugą kupiłem, bo wiem, że on lubi takie gry.

Na butelce napis. PIWOJAD. Onyx. No kurnia. Jakoś to mi tu nie pasuje. Piwojad -> glonojad -> walę gaz w krzakach. Nie pasuje mi ten Piwojad jakoś. Tutaj szczególnie. Ale pies srał. W Akademii Sztuk Pięknych nie robię, więc głowy zawracał nie będę. Sobie. I Wam. Napis jak napis. Otwórzmy butelkę.

Słodycz. Wanilia. Może kokos. Ciastka jakieś. Myślę sobie, ale będzie jazda. Internety dobrze pisały, że wafelki w płynie. Brawo myślę, glonojadzie. Zrobisz mi dziś noc. Przelewam to do szkła i uśmiech mi nie niknie z twarzy. Czarne jak smoła. Piany brak, ale nie takie tuzy piany nie posiadały. W szkle wanilia wzmacnia się jeszcze bardziej. Wafelkowe natarcie w pełni. Zastanawiając się jak powstrzymać orgazm wziąłem pierwszy łyk.

I się zawiodłem….

Co się stało z ciałem tego piwa? Dlaczego ono jest tak wodniste? Dlaczego piękna aromatyczna słodycz gdzieś znika? Brak piany to nie taki po prostu brak piany. Brak piany w Onyksie zwiastował płaskość. Pijąc to piwo czułem się jakbym pił nie posiadający gazu likier. Fakt. Likier jest czekoladowy, kawowo-waniliowy. Ale czar, który mamił aromatem prysł. Spadłem na mordę z naprawdę wysokiego kozła. Z wysokiego C. Liczyłem na wiele.

Nie to, że piwo jest złe. Ono jest dobre. Każdy łyk to gorzka czekolada, wanilia i kawa. Lekkie szczypnięcie goryczki. Alkoholowe grzanie w gardło. Przy tym piwie można spędzić miłe pół godzinki. Ale zawiodłem się. Zapach dawał nadzieję, na słodką, waniliową podróż. Podróż w krainę deseru i rozkoszy. Coś jak wycieczka do cukierni w płynie. Wiecie? Wyszło troszkę płasko, zupełnie inaczej niż w zapachu i do tego zbyt alkoholowo.

Z drugiej strony. To piwo ma dwa oblicza. Zapachowe i smakowe. Każde inne. Jak Flip i Flap. Spróbować warto. Zawsze. Z dwóch względów. Polskich Risów jest jak mądrych słów na Szyszkach (dużo?). MAŁO. Ekipa Piwojada, mimo śmiesznej nazwy, robi fajne piwa. Dlatego warto wlać ich piwo do szkła. Kolejne.

avatar
Napisane przez

Majk