Amber Browar Grupa docelowa Lager Piwa codzienne Styl piwa

Piwo żywe. Kiedyś wow, dzisiaj hmm

Piwo żywe. Kiedyś wow, dzisiaj hmm

Swego czasu pracowałem w małym osiedlowym sklepiku. Byłem tam gościem od wszystkiego. Liczyłem kasę, pisałem zamówienia, myłem kibel i tuningowałem pieczarki, by wyglądały jak świeże. Wydawałem ludziom kazjerki i „serek wiejski”. Sprzedawałem codziennie 0,7 Sobieskiego tej samej Pani prokurator. Dla tej samej Pani co dzień rano przygotowywałem zestaw śniadaniowy składający się z Almette, pomidora i bułki grahamki. Dawałem jej ten zestaw wprost do torebki, gdy ledwo żywym krokiem zmierzała co dzień do tej samej taksówki. Płaciła za niego przy okazji kupowania po pracy kolejnego 0,7 Sobieskiego. I tak pracowałem, dzień w dzień to samo. Ale było fajnie.

Pewnego dnia przyszedł do mnie osiedlowy piwosz. W tamtym okresie on naprawdę był dla mnie autorytetem. Miał koło czterdziestki. Miał zawsze co najmniej 50 dych w portfelu i co dzień kupował kilka różnych piw. Opowiadał, że lubi piwo tak po prostu. Za smak. Dla mnie to było wtedy coś. Miał facet zajawkę głębszą niż samo chlanie Tatr, czy nieszczęsnego 0.7 prokuratorskiego Sobieskiego. Ten sam piwosz przyszedł kiedyś z pustą butleką po piwie. Butelką, jakąś taką inną. Szczupłą i przyozdobioną śliczną etykietą. Na etykiecie świetną czcionką napisane było „Piwo Żywe”, a na butelce widniało kilka białych naklejeczek z tekstem w stylu „UWAGA! Piwo niepasteryzowane! Krótki termin spożycia!”. Dla mnie to był szok. Co to było za piwo? Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Byłem naprawdę w szoku, że w tamtych czasach istniało coś tak ładnego i niedostępnego.
Pan Piwosz opowiedział mi historię, że piwo to jest ogólnie dostępne tylko w kilku miejscach w Lublinie (dziś historia zatacza pewnego rodzaju koło 😉 i on byłby bardzo szczęśliwy, gdybym karton tego piwa sprowadził mu do sklepu (dziś historia zatacza pewnego rodzaju koło BIS ;). Zapłacił z góry , wiec czemu nie. Problem był taki, że minimum w hurtowni to było zamówienie dwóch kartonów tego piwo, a Pan drugiego kupić już nie chciał (przecież piwo miało tylko miesiąc terminu przydatności ! 😉 I tak zostałem w sklepie z tym kartonem Żywego(również pięknym. Tekturowym podłużnym. Jakże innym od standardowych, przykurzonych „krat”). Kupować tego nikt nie chciał, bo kosztowało chore pieniądze (coś mi świta, że koło 6 złotych), a termin ważności nieubłaganie zbliżał się do godziny zero.
Całe szczęście Szef był spoko gościem, do tego lubił sobie „ciachnąć browarka”, więc na dwa dni przed upływem terminu wypiliśmy cztery Żywe od ręki, a resztę zabrał ze sobą (pewnie na łapówki 😛 ). Piwo było pyszne. Jakieś takie inne. Słodkawe. Drożdżowe. Mętne. Na dnie butelki osadzał się osad rozbudzając moją wyobraźnię o drożdżach, które „żyją” w tym piwie przez co jest ono mega inne i lepsze od innych piw.

Pewnie nigdy się nie dowiem, czy na moje dzisiejsze odczucia wpłynęło:
a) zrycie beretu i kubków smakowych wszelkiej maści mocno chmielonym amerykańcami
b) ogólna dostępność piw innych niż koncernowe
c) dużo gorsza jakość obecnego „Żywego”

lecz pijąc je zawiodłem się srodze. Butelka nadal ładna. Taka sama wręcz, co trzymana w ręku w osiedlowym sklepiku kilkanaście lat temu. Kapsel śliczny, z grawerowanym napisem. Lecz zawartość już takiego wow nie robi. Po prostu kolejne lagerowe piwo. Pozbawione jakichkolwiek głębszych emocji, smaków, czy aromatów. Pachnie i smakuje słodowo. Nasycone jest tak, jak coca cola i to taka wstrząśnięta. Tak po prostu. Może je wypić, jest ok, lecz emocji to piwo nie dostarczy nam żadnych. Chyba, że wypijemy ich powyżej sześciu, wtedy to, jakie emocje będą nam towarzyszyły pozostaje sprawą indywidualną 😉

_DSC0336

Browar: Amber

Styl: Lager

Wysokość ekstraktu: 14,5

Zawartość alkoholu: 6,2%

IBU:

Piana: Przyzwoita. Utrzymuje się dość długo.

Barwa: Jasnozłota.

Temperatura: 8 st. C.

avatar
Napisane przez

Majk