Dukla Piwne Freaki West Coast IPA

Dukla. Wielki Szu. West Coast IPA

Dukla. Wielki Szu. West Coast IPA

Wielki Szu. Wkurzałby mnie. Nienawidzę jak mi coś szu. A już jak, o zgrozo piszczy. Wtedy to koniec. Wiecie jak piszczy? Tak jak krzesłem po posadzce, ale cyrklem po tablicy. Przeraźliwy pisk. Gorszy od szu. Dramat. Na to piwo natknąłem się w teskaczu. O tym jak to kraft wchodzi do hipermarketów napisano już całe epopeje, na tych innych, „mądrzejszy” piwnych blogach. Mnie tam wali. Cieszę się, że tam to piwo jest ale i nie łudzę, że Janek z Kryśką wrzucą do koszyka kilka piw po 9 zeta każde. O czym pisałem? Aaa. O szuraniu. Nie znoszę go, więc piwa w teskaczu lekko się bałem. Z drugiej strony West Coast IPA. Lubię to. Styl wygrał z ewentualnym szuraniem.

Po otwarciu, a dziwo nic nie szurało. Wszystko było w eleganckim ładzie. Nie jak w Ładzie, a w ładzie. Porządek był znaczy. Łady to jeszcze istnieją? Jeżdżą po ulicach? Dawno nie widziałem żadnej Łady. Chmiel tu robi robotę. Tak ma być. Tak mnie uczyli. Piwosze z brodami zawsze mówią: „pamiętaj synku, w west coast to chmiel. W east to słód”. Jako, że piszę w internetach, to udam, że wiem o co chodzi. No. Więc, tutaj jest na maksa chmielowo. Są cytrusy, są tropikalne owoce. Jest też żywica. Intensywne to jak orgazm małpy (widział ktoś?). Świetnie się to wącha. Piwo oczywiście. Kto by wąchał małpę.

Odsapnąłem dwa razy. Orgazm małpy zbił mnie z tropu, a widziałem, że w smaku może być jeszcze ciekawiej. Jeszcze bardziej chmielowo. Nie wiem, czy małpy potrafią zrobić to wiele razy z rzędu, czy może tuż po odwracają się na bok przykrywając kołdrą i gasząc światło, ale w piwie się udało. W smaku jest równie fajnie. Równie chmielowo. Co mnie zaskoczyło? Nie jest aż tak wytrawnie, jak myślałem, że będzie. Tutaj czuć troszkę słodyczy. Karmelowej. Ale nie przeszkadza mi to. Wcale. Zestowa, grejpfrutowa goryczka robi robotę. Ustawia słodycz do pionu. Pokazuje, gdzie jej miejsce. Odsuwa ją do drugiego szeregu. Wiecie? Tak jak zęby u protetyka, tylko, że odwrotnie. Protetyk robi z zębów raczej jeden szereg, a goryczka robi ze słodu szereg drugi? Mam rację?

PS. Tak tak. Wiem o co chodzi z „Wielkim Szu”. Nie musicie mi mówić. Też widzę, ze tam jest literówka i powinno być „Wielkie Szu”, ale co dokładnie autor miał na myśli? Może oni tam pod tym stołem na etykiecie jednak szurają? O zgrozo. Może piszczą krzesłami? Zawsze wiedziałem, że rysownicy wiedzą więcej. Brawo za etykietę.

avatar
Napisane przez

Majk