Brokreacja Pils Piwa codzienne

The Teacher. Brokreacja.

The Teacher. Brokreacja.

Dlaczego o tym piszesz? Przecież to piwo jest stare jak półroczny szczeniaczek labradora. Po co to komu? Dlaczego? Skandal. Kororowe Szyszki chorują na amnezję! Zapominają, że stare piwa, to nie teges. Nie piszemy o nich i ich nie pijemy! Precz z internetów. Patałachy, co to 1000 lajków od tygodnia zdobyć nie mogą, bo jakieś boty im lajki cofają. 997, 998, już tuż, tuż, penisy w pełnym wzwodzie, ale nie. Nie damy, powiedział Marek Z. Nie będzie 1000 i koniec kropka. W liczbie lajków na Szyszkach widoczne będą telefony. Kolejno na: policję, straż, pogotowie. Ale nie. Tysiąca nie będzie.

Spoko, spoko. Byłem siku, bo mi się chciało, a teraz pisze o co chodzi z ta nauczycielką. Piłem to piwo już dawno, ale nie zrobiłem mu foci, a jak wiecie, focie to u mnie 97% sukcesu we wpisach. Na fociach się znam, na piwach nie bardzo, więc bez foci piwa nie opisuję. Foci nie miałem, więc zonk był, bo są browary, które chciałbym mieć tu opisane w całości. Brokreacja to jeden z tych browarów. Dobra. Do rzeczy.

Wpadam do sklepu piwnego. Szperam po półeczkach w poszukiwaniu swych ulubionych jasnych pereł eksportowych, a tam nauczycielka. Jeszcze brzydsza niż kiedyś. Stoi biedna w lodówce. Smutna jakaś. Dodałem sobie dwa do trzech i wyszło mi jak zwykle. Prócz szóstki w wyniku, wyszło mi, że to piwa nie ma szans być w terminie. Nie pomyliłem się. Na lekkim farcie, ale miałem rację. Termin przydatności do spożycia to 15.02. Po ciężkich negocjacjach utargowałem na nauczycielce parę groszy i zabrałem ją do domu.

Stojąc na światłach, podczas codziennej porcji miłości do współużytkowników dróg na rejestracjach LLB (sorry Misiu, musiałem), wymyśliłem sobie, że byłoby świetnie. Świetnie, gdyby trzymane między udami (by się nie zbełtało) piwo, okazało się utlenione. Wrażenia z oryginalnej „The teacherki” mam zapisane gwoździem na blacie kuchennym, więc porównanie byłoby spoko. Miarodajne. Przechodząc do sedna. Na blacie wyryte jest co następuje:

Aromat: lekkie kwiaty, mocne zioła i trawa. W tle lekkie masło.
Smak: Fajna podstawa słodowa. Dość wyraźna, ziołowo, liściasta goryczka. Bardzo pijalne. Lekkie.
Uwagi: Świetnnie pijalny pils. Za mniejszą sarę, wlewałbym jak ropę w audi.

No to coś wiemy. Otwieram ci ja przeterminowaną „teacherkę” a tam miód. Ale to taki miód, że mógłbym dziecku grzankę posmarować. Uczyć pszczoły rzemiosła. Chmielu brak. Alkoholu brak. Nasycony wysoce miód z wielką ilością bąbli. Piana ładna, wysoka. Kolor złoty, nie zmętnione (młoda nauczycielka była lekko zmętniona). Odnoszę wrażenie, że piwo jest ciemniejsze niż było za młodu. Mieliście rację jadąc mnie od chorych na łeb. Piwa pijmy świeże. A te nieświeże możemy podawać gościom. Zamiast piwa z sokiem. Patrzmy też przy ocenie piwa na termin. Jasnemu piwu naprawdę może popierdolić się pod kapslem po pewnym czasie. Słodziutkie buziaczki dla Was i Waszych rodzin.

avatar
Napisane przez

Majk