American Pale Ale Piwne Freaki Spółdzielczy

Szotowe z Pucka

Szotowe z Pucka

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami było sobie morze. Morze, na które jedni patrzą z góry, inni uwielbiają. Nazywane Morzem Bałtyckim. Każdy Polak, jak jeden mąż musi przynajmniej raz w życiu pojechać nad polskie morze i wbić przynajmniej jeden mały paliczek od parawanu. Bez tego, żaden Polak nie może powiedzieć, że czuje się w życiu spełniony. Coś jak Mekka dla Araba. Coś jak Camp Nou dla kibica piłki nożnej. Polskie morze, ważna rzecz. A nad morzem? A nad morzem jest zatoka. Nad zatoką jest Puck. Miasto, które do nie dawna znane było przeciętnemu Kowalskiemu z jednej rzeczy: widać je było po prawej stronie, gdy Kowalski stał dziewiętnastą godzinę w korku jadąc na ukochany Hel. „Kurwa, to dopiero Puck. Od Gdańska stoimy siódmą godzinę”, „Ciekawe czy w Pucku mają maka lub kfc?”, „lać mi się chce”. To najczęstsze określenia Polaków zawierające w sobie nazwę Puck.

Ale to się zmieniło. Zmieniło się od czasów, gdy kilku miłośników piwa postanowiło przekuć swą pasję w zawód. Założyli browar. W Pucku właśnie. Już samo powołanie do życia browaru jest w naszym pięknym kraju sprawą dość karkołomną. Miliony pozwoleń, tony kwitów i kilometry odstane do okienek w rozmaitych Urzędach. Puckim miłośnikom było mało. Założyli Browar Spółdzielczy. Większą część załogi stanowią ludzie niepełnosprawni. Tak często odsuwani na boczny tor w różnych dziedzinach życia. Ale nie w Pucku! Browar Spółdzielczy pokazuje, że niepełnosprawność nie wyklucza wykonywania nawet nie najłatwiejszych prac, a do takich zaliczamy gotowanie piwa na większą skalę. I tak, miejscowość znana z pytania o maka, stała się sztandarem. Sztandarem solidarności, tolerancji. Sztandarem normalności.

Normalność, normalnością, ale o Pucku nie zrobiłoby się głośniej, gdyby nie piwa. Pierwszym, które wpadło w moje Kororowe szkło jest Szotowe. Przysięgam Wam, że rzadko zdarza mi się nie przeczytać etykiety piwa, przed włożeniem do niego nosa. Tutaj mi się zdarzyło i usiadłem na dupie. Na zimnych kafelkach po środku kuchni. Tak siedziałem wąchając zawartość szkła. Szok. Piwo zbeształo mi nos aromatem iglaków, ziół i czymś jeszcze. Czymś korzennym, ale przynoszącym mi na myśl liściastą herbatę. Świetny zapach. Może nie jakiś mega intensywny, ale stanowiący jakże przyjemną odmianę. Czym to jest kurwa chmielone, czymś z kosmosu? I popełniłem kolejny błąd, bo sięgnąłem po butelkę stojąc. Postałem tak tylko moment, bo siadłem sobie drugi raz. Szotowe jest single hopem? Dodatkowo tym singlem jest Zeus? Chmiel nienależący do nowofalowej pierwszej ligi? Siadłem kolejny raz. Musiałem sięgnąć po pierwszy łyk. Zeus znany jest przecież z potężnej goryczki. Więc skoro dał tak fajny aromat, to pozostaje mieć nadzieję, że i w kotle użyto go umiejętnie.

Nie zawiodłem się. Świetna słodowa pełnia, doskonale zbalansowana z chmielową korzennością. W tle nadal są cytrusy. No i ta goryczką. Mocna, lecz krótka, nie zalegająca. Kolejny raz piwo skojarzyło mi się z herbatą. Goryczkowe drapnięcie w gardle jest bardzo podobne do drapnięcia mocno zaparzonej, wystudzonej herbaty. Bardzo wyraziste piwo. Zajebista goryczka w połączeniu z fajnym, średnim wysyceniem powoduje, że kończąc pierwszy łyk, juz mamy ochotę na kolejny. Tego oczekujemy od piw rzemieślniczych. By każde kolejne pite, pokazwyało coś nowego. Innego. Szotowe spełnia to oczekiwanie w stujeden procentach.

W kolejce do szkła czekają trzy kolejne wypusty z Pucka. Jeśli utrzymają one poziom Szotowego, to ja nie mam pytań. Wsiadam na rumaka i przywlokę do Lublina kilkaset butli. Tak dobre piwa muszą być łatwiej dostępne. Coś czuję, że nie wytrzymam zbyt długo i kolejne piwo z Pucka na blogu pojawi się całkiem nie długo.

Browar:  Spółdzielczy

Styl: APA

Wysokość ekstraktu: bd

Zawartość alkoholu: 5,2%

IBU:  35. Bardzo faja, krótka herbaciana goryczka

Piana: Gęsta, zbita. Opadając zdobi szkło

Barwa: Przybrudzone złoto

Temperatura degustacji: Solidnie schłodzone

avatar
Napisane przez

Majk