Beer Bros. Piwne Freaki Porter

Beer Bros & Latający Rosomak. Smoke on the Porter

Beer Bros & Latający Rosomak. Smoke on the Porter

Tyle myśli na raz. Nie smoke, a peated. Nie water, a porter. Co robić? Jak żyć? Dziś za nami intensywny dzień. Bolek okazał się Bolkiem, ciekawe co na to Lolek. Już chodzą słuchy, że Lolek wraz z Reksiem kombinują za plecami Antoniego, że brzoza była wierzbą. Nie wiem. Ciężki dziś ten dzień. Ale przynajmniej piwo dobre.

Przelane do szkła pokazuje nam faka. Piany nie będzie i chu.. zrób mu coś. Za to kolor ma piękny. Czarny. Głęboki jak rów. Rów Mariański, czy rów aktorki z filmów dla dorosłych. Wybierzcie sobie sami. Czarny jak smoła. Dlaczego smoke, a nie peated? Przecież z tego piwa wali kablami jak ze spalonej rozdzielni. Owszem, tuż za palonym kablem jest też palona kiełbacha, ale zdecydowanie daleko w tle. Jeszcze dalej w tle jest czekolada. Daleko, ale jest. Wypada o niej wspomnieć. Tak samo, jak na Olimpiadzie wymienia się wszystkich startujących. Nawet tych w tle. Dobrze, że tak jest. Chwała za to. Czekoladzie też chwała, ze jest w zapachu, bo dzięki temu poziom złożoności przewyższa poskładana kartę. I to na 4 razy (na osiem nie próbowałem).

W smaku dzieje się coś zakręconego. Coś na styl imprezy andrzejkowej w domu wariatów. Będąc na takiej imprezie nie wiesz, co czeka Cię za kilka minut. Tu jest to samo. Z początku, piwo smakowało jakbym gryzł kabel z bandażem. Kolejny łyk do gryz wędzonej kiełbasy. Odchodzi ona w siną dal z kolejnym łykiem. Bo łyk kolejny to już deser. Czekolada. Fajna, gorzka czekolada. Ale, ale. Gówno prawda. Bo łyk kolejny to słodka czekolada. Dziwne to piwo straszenie. Szalone, lecz szaleństwo to jest fajnie ułożone. Ma to jakiś sens. Podoba mi się. Wasze zdrówko Latający Rosomaku i Beer Brosi.

avatar
Napisane przez

Majk