India Pale Ale Piwne Freaki

Setka – Tu byłem

Setka – Tu byłem

Jako znany ignorant nie bardzo zaczaiłem i nie bardzo doczytałem o co chodzi z tym „Tu byłem”. Pewnie o jakiś podróżników, hołd dla Cejrowskiego, czy coś. Jako, że nie doczytałem, to napiszę Wam gdzie ja dziś byłem. Mamy godzinę 11, więc byłem jeszcze w niewielu miejscach. Byłem w sklepiku osiedlowym, po serek wiejski i bułkę. Spotkałem tam, jak co dzień, kilku amatorów Perły chmielowej, którzy, jak co dzień, wymieniali między sobą opinie na temat wyższości chmielowej od export (że to się ludziom nie nudzi). Później byłem 40 minut w samochodzie. W korkach stałem i rozmyślałem, jakie to pyszne piwa wypiję wieczorkiem przy meczu. Później byłem też w kilku miejscach w robocie. Mam dziś aktywny pracowniczo dzień. Byłem też w Rossmanie. Także, byłem tu i tu i jeszcze w kilku miejscach, ale chyba nie o to ma w tym wpisie chodzić.

W końcu, po siedmiu latach oczekiwania w łapy wpadły mi piwa warzone w ramach projektu „Setka”. Kaptain Drejk, miażdzył ludziom mózgi, więc liczę, że tytułowe „Tu byłem” też da mi popalić. Piwo podpisane jest jako East Coast IPA. W czystej teorii oznacza to przewagę słodów nad chmielem, a samo piwo powinno być cięższe, słodsze i bardziej degustacyjne od swego brata z wybrzeża WEST. Jak wszyscy wiemy, w Polsce jest z tym różnie, wszystko ze wszystkim jest pomieszane. Dla przykładu. Ci co rok temu chodzili w pochodach protestując przeciw łamaniu wszystkiego co da się złamać, dziś chodzą w pochodach przeciw tym, co chodzą w pochodach protestując przeciw łamaniu wszystkiego co da się złamać. Rozumiecie coś z tego? Ja nie, ale dążę do tego, że u nas WEST może byc EAST, EAST może romansować z WEST, więc nie do końca wiem czego się spodziewać.

Miedziane, mocno zmętnione piwo, pokryte gęstą, dość długo żyjąca czapą piany. Jeśli mam napisać o tym coś więcej, dajcie znać. Na tę chwilę odpuszczę i przejdę do nosa. Był sobie kiedyś taki serial. Świetny. „Było sobie życie” się nazywał. Tam też łazili po całym organiźmie, więc i mi wolno. Idę więc do nosa. Będę mógł napisać, że „Tu byłem”. Byłem i wywąchałem słodycz. Słody, karmel, miód. Gdzieś w tle majaczą owoce. Też w słodkiej postaci. Jak mango, brzoskwinia. No powiem Wam, że w nosie jest jak na Wschodnim Wybrzeżu. Mega słodko. Za słodko byłoby niezłym określeniem, ale obiecałem sobie, że z wpisów mają bić raczej pozytywne emocje, więc nie napiszę, że tak było w tymże nosie.

W gardle też byłem. Nie ważne jak to zabrzmi. Byłem tam i koniec. Równie słodko, choć słodycz łamana jest czymś kwaskowym, zwłaszcza gdy piwo mi się ogrzało. Szukałem w tym gardle chmielu. Znalazłem go co nieco. W smaku są nuty cytrusowe. Jest też goryczka. Dość niska, ale długa. Upierdliwcy powiedzieliby, że zalegająca. Pije się to całkiem nieźle. Cieszę się, że tu byłem.

Nie miałem większego problemu z wypiciem tego piwa. Można czepiać się, że jest zbyt karmelowo, że chmiel został gdzieś przykryty. No ale czy nie o to chodzi w stylu East Coast IPA? Nie jest to szczyt mych piwnych marzeń i uniesień (styl znaczy), ale nie znaczy to, że przez to oberwać ma piwo. Mogłem przecież go nie kupować. Jak już kupiłem, to piszę jak było :)))

Browar: Setka

Styl: East Coast IPA

Wysokość ekstraktu: 15 Blg

Zawartość alkoholu: 6,3 %

IBU: Goryczka dość niska, ale utrzymująca się w ustach bardzo długo

Piana: Biała, gęsta i dość trwała piana.

Barwa: Miedziane. Zmętnione

avatar
Napisane przez

Majk