Jak Piwne Freaki

Piwo rzemieślnicze w hipermarketach?

Piwo rzemieślnicze w hipermarketach?

Przydarzyło mi się coś okropnego. Musiałem zrobić zakupy. Balet się w weekend szykuje. Wódkę będziemy pili, więc i zakąsić czymś trzeba. Spakowałem więc dziecko do auta i pognąłem w te pędy do hipermarketu. Do „Auchana” mam najbliżej lecz poniższy dramat mógłby rozegrać się równie dobrze w „Tesco”.

Wsadziłem synka w wózek. Tak łatwiej, poręczniej. A i mały się cieszy, bo myśli, że jest kierowcą. Miło spędzamy czas buszując pomiędzy kolejnymi półeczkami. Zagryzamy sobie bagietkę, popijamy Kubusia z marchwią. Oczywiście Kubuś do odstawienia na półkę po wypiciu. Jak to? Płacić za pustą butelkę? Co my? Głupki? Bagietkę opędzlujemy przed kasą do zera, więc tu problemu nie będzie. Rodzinna sielanka ojca z synem. Nic nie zapowiada tragedii, jaka rozegra się lada moment.

Dreptaliśmy sobie między półeczkami. Wózek zapełniał się szybko kolejnymi produktami na sobotnią potańcówkę. Jako wielki miłośnik piwa, postanowiłem zbliżyć się do przeklętej półki. Do przeklętej półki z „piwem”. Z „piwem” wyprodukowanym w okropnych, nieludzkich koncernach. Z „piwem”, do którego dolewa się żółci i rysuje kropki na puszkach. Z „piwem” dla mas. „Piwem” dla ludzi gorszego sortu. Półki z „piwem”, którym szanujący się piwosz nie odważyłby się przygasić grilla. Ja wiem. Ja wiem, że patrząc na takie piwo można nabawić się dożywotniego odczucia skunksa w nosie. Ja wiem, że od samego patrzenia można narazić się na prześmiewcze uwagi swych piwnych przyjaciół. Piwnych geeków wymieniających się szklankami, kapslami, czy innymi otwieraczami.

Spojrzałem na synka. On porozumiewawczo mrugnął do mnie okiem. Zróbmy to, stwierdziłem. Przeżyjmy przygodę. Przejdźmy razem obok tej nieszczęsnej półki. Może nikt nie zobaczy. Wymarzę to z pamięci pijąc wieczorem najnowszego holenderskiego RIS’a leżakowanego przez trzy lata w beczce po burbonie, wypełnionej wiórami z beczki po whisky. Wióry moczyły się przez rok w roztworze fermentowanym specjalnym szczepem dzikich belgijskich droższy. Drożdże zanim przystąpiły do pracy, karmione były kilka misięcy mlekiem z dodatkiem czystego, destylowanego kwasu mlekowego. Myślę, że pijąc takiego RIS’a uda mi się zapomnieć, że zbliżyłem się do takiej półki.

Idziemy więc. Ahoj przygodo. Z każdym metrem zmarszczki na mym czole pogłębiały się. Wszędzie puszki. To powinno być zakazane. To co jest w tych puszkach koło piwa przecież nie stało. Wrzucić to gówno do Bałtyku. Niech spoczywa z całą resztą radioaktywnych odpadów. Synkowi się podoba. Widać, że gówniarz pojęcia o piwie nie ma. Koncerny ohydne. Nauczy się. Już moja w tym rola. Idę więc i spluwam pod nogi. Wkurwiony już jestem niemało, więc i moje nowe buty coraz bardziej oplute. New Balance. Nie przelewki. Harnasie jakieś stoją. Milion piw do rozdania, wali mi żółty napis po oczach. No ja się nie dziwię. Takie piwo to tylko do rozdania. Choć mi, żeby dopłacali to do ust nie wezmę. Do ust? Phii. Ja do ręki nie wezmę. Co by mi milion dali. Nie wezmę. Wstyd. Jak bym chciał, by mi waliło coś żółtym po oczach, to bym poszedł na badania wzroku jakieś. Dla kierowców.

Ręcę mi się pocą. Z wkurwienia. Że to ktoś pije w ogóle. Że śmie. Dziadek jakiś wsadził trzy Perły w koszyk. Alkoholik na pewno. Myślę. Po sandałach widać. Kto normalny Perły pija. Synkowi wlepiłem do łapy opakowanie sera pleśniowego. Lazur dobry na wszystko. Niech patrzy na Lazur, a nie na tą hańbę. Hańbę piwowarstwa. Koncernową korporację piwną. Z żółcią w środku. Puszki z żółcią. Phii.

Idę tak siny już ze złości. Ze złości na głupotę ludzi. Ze złości, że ludzie Kopyra nie oglądają. Nie wiedzą co dobre. Synek wyczuł, że temat idzie w złym kierunku, bo rzucił Lazurem o glebę. Na oplutą przeze mnie podłogę. Lizaka mu się zachciało. Gówniarz. Dobrze, że nie Harnasia z żółtym napisem na puszcze. Zły już jestem, ale dam mu lizaka. W końcu to nie jego wina, że Kopyra się nie puszcza po Faktach TVN. Sorry synek. Łap lizaka. Kocham Cię.

Uspokoiłem się trochę. Przemyślałem, że może to nie warte. Może niech każdy pije co chce. Może i głupie jest moje zachowanie. Pot powoli schodził z dłoni. Bruzdy na czole jakby mniejsze. Do końca tej półki było już blisko. Niedaleko. I stało się to. Stało się to o czym pisałem na początku opowieści, że się stanie.

Otóż ramie w ramie, półka w półkę z jakimś gównem niepijalnym w zielonej butelce do tego, stoi… Nie mogę tego przełknąć. Przez usta mi nie przechodzi. Łzy napłynęły do oczu. Straciłem wiarę w świat. Ramie w ramię z jakimś klasztornym, ciemnym, mocnym i pełnym gównem z zółcią stoi PIWO RZEMIEŚLNICZE. Kraft. Moja religia.

Piwowarzy, którzy tworzą piwo wyłącznie dla Ducha Kraftu się sprzedali. Jak Lewandowski Niemcom. Jak Milik Włochom. Jak Rudy z Brukseli sprzedał się Moskwie (choć to nie oficjalne info). Świat mi się załamał. Zamknąłem oczy i zacząłem uciekać. Przed siebie. Potykając się o zgrzewki Cisowianki Niegazowanej (o może to była Gazowana?) postanowiłem uciec jak najdalej. Ucieknę. Nie dopuszczę do siebie tej myśli. Zdrada.

Uciekałem tak przez całe osiedle. Uciekałem do oazy. Do sklepu z Kraftem. Kochanego mojego. Sklepu, gdzie na piwo kosztujące poniżej ośmiu ziko, nawet nie patrzę. Musiałem to jakoś odreagować.

-„Poproszę Cieszyński Porter. Ten w tubie.”

stwierdziłem, że walnę na miejscu. Szkło jest w środku, więc jakoś pójdzie. Piw nie chłodzę przecież, bo to grzech. Pijam je w 18tu stopniach. W 18 stopniach wychodzą dopiero wszystkie aromaty, których normalnie wyczuć się nie da. Walnę piwo za siedem dych, to mi przejdzie. Wrócę do żywych. Zapomnę o zdradzie. Jak to w ogóle możliwe. Co oni sobie myślą w tych Browarach Rzemieślniczych. Że Janusz z Grażyną to będą pili? Dlaczego mają to pić. Z jakiej okazji? Kto im dał prawo? Co to jest? Przepraszam. To już ja i moi przyjaciele nie wystarczają? Kasy mało? A gdzie duch? Może jeszcze niedługo zaczniecie golić brody? Janusz i Grażyna to niech sobie Harnasie piją. Rozdawane za darmo. Niech ich po oczach wali napis. Żółty. Ja się nie dam. Ooo. Nie nie. Ja tego tak nie zostawię. Wrócę z zakupów i obsmaruję ich w internetach. Kolegom powiem. Wszyscy się dowiedzą, że zdrada. Że skok na hajs……

zaraz zaraz. Zakupy!?! Gdzie mój syn?

Biegnę więc czym prędzej przez osiedle. Przez trawniki. Na skróty. Porter mi się ze szkła wylewa, tubę zgubiłem, ale biegnę. Cisowianki (Gazowane jak się okazało) nadal nie ułożone. Kto tu pracuje? Dlaczego to nie sprzątnięte? Dopadam do półki z „piwem” (nie mogę. Łzy cisną mi się do oczu). W myślach spodziewam się najgorszego. Karetki z Policją. Jakiejść akcji reanimacyjnej na mym dziecku. Wpadam do nieszczęsnej alejki, a tam cisza. Synek skończywszy lizaka, wziął się za bagietę. Kończ synek, kończ. Nie będzie trzeba płacić….

avatar
Napisane przez

Majk

  • andclimb4all

    Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kur… całe życie walili harnasie za 1,99 i inne tatry, a teraz nagle koneserzy piw kraftowych.
    Pół biedy, jak ustawiasz się na piwo w plenerze. Teraz każdy monopolowy musi mieć w lodówkach jakieś ciachany palone, kormorany niskosłodzone i inne żywe bezglutenowe, nabierze sobie taki 6 różnych do siatki i zadowolony nie truje dupy. Ale nie daj boże kup sobie piwo jakiegoś większego browaru. Nie mówię to o obiektywnie hu… harnasiach, żubrach czy innych tyskich, ale normalnych piwkach typu perła czy Łomża, co to przyjemnie obalić latem bez kontemplacji bukietu smakowego. Zaraz się zaczyna:
    – hurrr durrr co ty pijesz, koncernowe siki, jebie tekturo, za tyle samo mogłeś mieć ekokraftowy CIEMNY PRZENICZNY LAGER PILS PALONY JASNY PEŁNY z BROWARU KOCZKODAN, mmm, pacz jakie to dobre, wyliżem jeszcze butelke po wypicu!!!!!!!
    Nieważne, że 5 lat temu sami spuszczali się nad „perło export”, bo okazało się, że istnieje poniżej 4 zł coś nie jebie żółcią jak harnaś i nie chce się rzygać wypiciu 7.
    Prawdziwa jazda zaczyna się przy próbie ustawienia w jakiejś knajpie. Lokale z wyborem mniejszym niż 15 gatunków piw kratowych albo belgijskich czy niemieckich odpadają. Rzut oka na kartę wystarczy, i już trzoda:
    – o, nie ma południowosakosńskiego stouta 16894 IPA uberchmielone 69 IBU z browaru Himmler, wychodzimy, co mie tu jakimś guwnem pizner urkłel chco otruć!
    Koniec końców po sprawdzeniu wszystkich lokali z jedzeniem lądujesz w jakimś speluno pubie z gównomuzyką i wyborem 10 0000 piw o zjebanych nazwach typu „atomowy morświn”, „natarcie pszenicy” albo o nazwach na zasadzie „w chuj długa nazwa procesu technologicznego+nazwa wioski, z której jest browar”
    -pacz, to je zajebisty lokal, to je wybór, mmm, ukraińskie piwo pszeniczne środkowej fermentacji wysokohmielone palone otwartej ekstaktacji w nie domkniętej kadzi browaru Jabolon, w schłodzonym kuflu, tak jak mówił Kopyr na blogu, boże, jakie to dobre, mmm…
    I żłopie tą zupę o konsystencji gunwa, co to do niczego nie podobna. To tyle żali na dziś, gorzej jak spotka się dwóch takich januszy koneserów piwa i pierdolo całe spotkanie, ale to już temat na inną opowieć, 😉

    • Kororowy Majk

      Hehe, tutaj poleciałeś już w drugą stronę. Moim zdaniem, gdy ktoś chce walić ” tą zupę o konsystencji gunwa” „w jakimś speluno pubie z gównomuzyką i wyborem 10 0000 piw o zjebanych nazwach typu „atomowy morświn””, to nie widzę problemu. Niech tak robi.

      Sam uwielbiam te zupy o konsystencji gunwa, choć nie pijam ich w ww. lokalach. W opowiastce chodzi raczej o bekę z ludzi, dla których powyższa historia nie wydaje się śmieszna, a normalna. Są tacy ludzie, co jest wcale nie śmieszne. Nie możemy zapominać, że wciąż rozmawiamy o piwie, a nie „Całunie turyńskim”. Tymczasem niektórzy naprawdę potrafią oceniać ludzi po tym co piją albo wściekać się na Kraftowców za to, że ich piwa stoją w hipermarketach i to do tego w promocji, gdy im się termin kończy.

      • Oczywiście jest to autoironia ?. Również delektuję się piwami rzemieślniczymi. Uwielbiam takie historyjki i nie mogłem się powstrzymać przed wklejeniem tego pod twoim tekstem który jest przezabawny. Gratuluję inwencji twórczej żeby taki tekst stworzyć.

        • Kororowy Majk

          Dobrze, że ktoś zauważył tę autoironię. Moje ziomy z dzielnicy chcą mnie z dowodu wydrapać. Oni nie zrozumieli 😉

  • Solano

    W sumie i historia i komentarz śmieszne. Historia bardziej (pozytywnie)