American Wheat Piwne Freaki

Revolta American Wheat

Revolta American Wheat

Dzieci, zapiszcie temat lekcji: „Stepy Akermańskie aka amerykańska pszenica.”

Analizę dzisiejszego wiersza zacznijmy od pierwszej linijki:

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu. 

Oczywistym jak skurwielstwo kotów jest, że dzień wcześniej nieźle poleciałem na imprezie. Susza była tak ogromna, że by postawić kolejny krok w suchy przestwór oceanu, musiałem owijać głowę w mokrą szmatę. Kacowy dramat. Późnym popołudniem postanowiłem wypić lekkie, pijalne piwo. American Wheat wydawał się na te okoliczności przyrody doskonały. Złapałem więc piwko i czym prędzej wlałem je do szkła. Jasno złoty, słomkowy wręcz kolor. Piwo zmętnione jak mój umysł przez ostatnią dobę. Piana, gęsta i obfita jak moje sny. Wyglądało to naprawdę prześlicznie, ale nie oszukujmy się, klin nie do końca polega na gapieniu się w szkło. I tak oto, w sposób łatwy i przyjemny docieramy do kolejnego wersetu naszego pięknego wiersza:

Nos nurza się w pszenicy i jak kłódka brodzi

Na tak. Nie ma takiej suszy, co by mnie odwiodła od wąchania piwa. Łeb ciężki, więc nos jak kłódka brodzi. W aromacie czujemy delikatne nuty cytrusowe, czujemy przede wszystkim pszenicę. Ale taką pszenicę w sense zbożowym. Żadne tam banany. Czuć słód pszeniczny. Ogólnie aromat nie powala. Nie odrzuca, ale i nie powala. A co z powodzią chmielu w smaku?

Śród fali łąk szumiących, śród chmielu powodzi

Fale łąk to jak miałem jak kładłem się poprzedniego dnia spać. Następnego dnia po południu, otwierając American Wheat oczekiwałem powodzi chmielu. No i niestety, do tego miejsca się nie czepiałem. Tutaj muszę napisać, że smak mnie rozczarował. Zamiast powodzi chmielu mamy cytrusy na granicy autosugestii. Dodatkowo mamy tutaj jakieś popcornowo, zbożowe klimaty. Piwo jest  bardzo wodniste w odbiorze. W dniu jego degustacji, jako klin, było to jak najbardziej wskazane, ale nie oszukujmy się. Nie do końca tak powinno być. Goryczka, bardzo leciutka. Ledwo wyczuwalna. W cytrusowo-skórkowym charakterze.

Jak widzicie, do tego momentu analiza wiersza idzie mi lepiej niż Miodkowi z moją polonistką razem wziętymi. Ale doszedłem do ściany. W życiu zawsze jest jakaś ściana. W tym wpisie ścianą okazuje się werset:

Omijam kororowe ostrowy burzanu

Co mogę napisać? Ostrowy? Burzany? Kur… Czo ten Adam? Zamiast dumać, co Adaś miał na myśli, podsumuję piwo. Napiszę tylko, że po wychyleniu American Wheat z Revolty zrobiło mi się lepiej 😉 Piwo nie zachwyciło mnie niczym, ale i nie zawiodło. Bardzo pijalna, choć zdecydowanie za grzeczna, za mało wyrazista amerykańska pszenica.

Poniżej cały wiersz. To dla tych, co chcieliby dać karę dzieciom karząc im uczyć się tego na pamięć:

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Nos nurza się w pszenicy i jak kłódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród chmielu powodzi,

Omijam kororowe ostrowy burzanu.

 

avatar
Napisane przez

Majk