Piwne Freaki Raduga Saison

Raduga Underwater

Raduga Underwater

Niektórych może już lekko nudzić Ameryka w piwach rzemieślniczych. Na przeciw nudzie wyszedł browar Raduga wyciągając na podjazd przed Zodiakiem grubą, belgijską armatę. Armata siecze nas mnóstwem przygód każdą wydaną z siebie salwą. Traf chciał, że nieopodal wspomnianego parkingu po ostatnich deszczach utworzyło się niemałe rozlewisko. Pierwszy strzał ze wspomnianej belgijskiej armaty trafił mnie prosto w dupę i spowodował , że wylądowałem gębą w tymże rozlewisku… i….. świat jaki znałem znikł. Skończył się. 

Nim otworzyłem oczy, na ręku poczułem dotyk syreny. Pięknej istoty, która kusi i nęci. Z bajek wiem, że istota to zdradziecka i dwulicowa, więc wolałem zachować ostrożność. Piękna syrena sprawiała jednak wrażenie bardzo przyjaznej, więc mimo wszystko dałem zaciągnąć się na poczęstunek.

Syrena z rozbrajającym uśmiechem nalała mi do szkła lekko zmętniony, pomarańczowo herbaciany trunek. Szepnęła mi do ucha niezrozumiały dla mnie zwrot. Niepokoił mnie fakt, że nie rozumiałem co ona do mnie szepce, a wiedziałem co chce przekazać. Byłem zauroczony, otępiały, jak mucha w pajęczej sieci, lecz w odróżnieniu do latającego owada, było mi z tym fenomenalnie.

Trunek pachniał w dość złożony sposób. Mamy tu wciąż amerykańskie akcenty pochodzące od chmieli. Obecne są cytrusowe i tropikalne owoce. Lecz w trunku tym wywąchałem znacznie więcej. Swą robotę wykonały też drożdże i piwo raczyło mnie przyprawowymi fenolami i delikatną kwiatowością. Wciąż  byłem oszołomiony. Nie wiem, czy to uderzenie armatniej salwy, gleba, gębą w bajoro, czy złożony zapach piwa mnie tak zamroczył, ale powoli wychodziłem z tego stanu. Kątem oka  zauważyłem, że piękna syrena szepce coś do ucha kolesiowi. Gośc wyglądał jak alfons, a dodatkowo na smyczy trzymał wielkiego jak koza kraba. Nie wyglądał dobrze i w przeciwieństwie do syreny nawet nie próbował stwarzać pozorów przyjaźnie nastawionego.

Osiedlowe wychowanie nauczyło mnie jednego. Gdy widzisz gościa z krabem na smyczy, to uciekaj ile sił w nogach, bo nie jest dobrze. Tak też zrobiłem. Trzymając kurczowo szkło z piwem (piwa staram się nie zostawiać) wyprułem na przełaj ku majaczącej nad głową świetlnej łunie. Z łuny wystawała dłoń. Owłosiona męska dłoń. Dłoń owa wyciągnęła mnie ku górze. Wyciągnęła mnie na parking przed Zodiakiem. Belgijska armata wydawała z siebie kolejne salwy. Z ubrania kapała woda.

Siadłem po turecku zaraz obok zaparkowanej na parkingu Mazdy należącej do piwowara. Pociągnąłem pierwszy łyk piwa. Zaraz drugi. I trzeci. Zaschło mi w ustach, co jest swego rodzaju patologią, bo ledwo co odratowali mnie przed utonięciem w kałuży. Tak czy siak. Piwo pokazuje swój drożdżowy charakter, ale wciąż pierwszy prym wiodą tutaj cytrusowe klimaty amerykańskich chmieli. Są one zdecydowanie urozmaicone poprzez przyprawowe smaczki, delikatne nuty alkoholowe, a także delikatną ziołowość. Goryczka jest niska. Podobnie jak wysycenie piwa, przez co całość sprawia lekko „zupowate” wrażenie. I tak popijałem kolejne łyki tegoż oryginalnego piwa. Obraz mi się rozmazał i już bałem się, że znów obudzę się obok kolesia z krabem, ale nie. Obudziłem się w szpitalu, a piękna, bardzo podobna do syreny pielęgniarka powiedziała: „czy wie Pan, że został postrzelony z armaty?”

Browar: Raduga

Styl: American Saison

Wysokość ekstraktu: 13,5

Zawartość alkoholu: 5,7%

IBU: delikatna, ziołowo pieprzowa

Piana: W zasadzie to brak.

Barwa: Herbata wpadająca w pomarańcz. Zmętnione

avatar
Napisane przez

Majk

  • gregorycold

    Zgrabnie ujęte. Też mi smakowało i nieźle wjechało. Ogólnie zauważam u Radugi tendencję zwyżkową…oby tak dalej.

    • Prosiak Kororowy

      „nieźle wjechało” 😉 Równie zgrabnie ujęte..