Mikkeller, Peter Pale and Mary

Trudny to był weekend. Niejako „służbowo” zdegustowałem kilkanaście Żywców. Tak czasem jest, że w domu pojawia się kilkanaście osób. Wszystkie piją browary. Duch craftu musi się wtedy „ulotnić” na jakiś czas. Po pierwsze, portfel nie wytrzymałby poczęstunku gości „rzemieślnikami”, po drugie źle się robi, jak nalewasz szwagrowi do szkła choćby Simcoe z Birbanta i słyszysz „zepsute to jakieś. słodkie takie” (choć znam takich co mają szwagrów kształconych w dziedzinie piwa 😉  No, a że staram się być kulturalny dla swych gości, to jakoś tak nie wypada im wlewać Żywców, a samemu opijać się „smakołykami”, tym bardziej, że już po etykietach pitych przez nas piw widać, że „to jakieś cudo pewnie i kosztuje krocie..”.

Więc weekend miałem pod znakiem Żywca, lecz na szczęście nie tylko. Późnym wieczorem goście już wyszli. Gdy zmywarka robiła swoją robotę pastwiąc się nad talerzami, rodzina poszła spać, a moje „żywcowe otumanienie procentowe” minęło po kąpieli, siadłem w ciszy i… zrobiłem sobie dobrze. Nie w takim sensie, jak pewnie pomyślał teraz ziomek z bloga (ten popularniejszy). Zrobiłem sobie dobrze nalewając do szkła piwa Mikkeller Peter, Pale and Mary.

Co prawda napis Folk Pale Ale na etykiecie  nie mówi mi nic, ale już rysuneczek kobitki na ewidentnym odlocie zdradził mi, że z piwem tym dogadam się na pewno, bo kobitka wygląda na zrytą tak samo jak ja, a dodatkowo wygląda na śpiewaczkę, a ja zawsze śpiewakiem chciałem być (w podstawówce chcieli mnie zwerbować do Słowików, ale na szczęście dla mojej psychiki i odbytu nic z tego nie wyszło).

Piana w szkle jest wzorowa. Biała, pulchna i ładnie zakleja szkło. Ale co tam piana i barwa (piwo jest złote i lekko mętne). Aromat jaki roznosi się po przelaniu piwa do szkła to jakiś orgazm. Każdy pewnie był lub widział takie baseny zabaw dla dzieci wypełnione plastikowymi kulkami. To teraz wyobraźcie sobie, że zamiast tych kulek są tam pomarańcze, grejpfruty z dorzuconymi jak rodzynki szyszkami świeżego chmielu. Kumacie? No to dalej. Bierzecie do ręki meczetę i rzucacie się na główkę z meczetą w ten basen i siekacie niczym hipster na tablecie siecze we Fruit Ninja jadąc rano metrem do Centrum Warszawki. Nadążamy? No to idźmy dalej. Wyłazicie z tego basenu. Z meczety kapie sok, a włosy macie oblepione miąższem pomarańczy i grejprfrutów. Całości dopełnia lekka gorzkawy posmak, bo rozdeptaliście kilka szyszek chmielu.

I piwo to pachnie mniej więcej tak, jak zapach, który by Was otaczał po takiej akcji (zakładam, że basen był wyczyszczony wcześniej i wokół Was nie czuć niczego innego, bo piwo to pachnie idealnie cytrusowo, bez żadnych nieprzyjemnych aromatów ubocznych).

Piwo to jest wyśmienicie pijalne i aż nie mogę się doczekać, aż spróbuję go w upalny letni dzień siedząc na balkonie lub nad wodą, a nie jak teraz odziany w galoty przy kaloryferze. Choć i te galoty wcale nie zepsuły mi niesamowitego wrażenia, jakie wywarło na mnie to piwo.

_DSC0368

 

Browar: Mikkeller

Styl: Pale Ale

Wysokość ekstraktu: 11,2

Zawartość alkoholu: 4,6%

IBU: .

Piana: Zbita, gęsta i biała niczym wata. Bardzo trwała

Barwa: Złota. Piwo jest lekko mętne

Temperatura: 8 st. C.

Cena: 14,9 zł

avatar
Napisane przez

Majk

  • Nie od dziś wiadomo, że szwagier to osobny gatunek człowieka wymagający kroplówki z Tyskaczem bądź z innym festynowym piwem 🙂

    • Kororowy Gąsior

      uwierz, że nie każdy. Misiek kororowy ma szwagra wypas, co to o piwie wie więcej od nas razem wziętych 🙂