Piwne Freaki Piwoteka Pszeniczne Ale

Śpiewając na ulicy

Śpiewając na ulicy

Ciężki zawód śpiewaka. Jeśli nie jesteś Zenkiem Loską lub nie śpiewasz disco polo to masz na ulicy przejebane. Możesz urodzić się jeszcze Ryśkiem Peją i wtedy przejebane nie masz, ale znów tutaj do śpiewania jest troszkę daleko. Zdzierasz gardło przez całe dnie, ktoś wrzuci monetę, albo i nie. Nie wiedzieć czemu ludzie myślą o Tobie, że jesteś tylko o jeden szczebel drabinki społecznej wyżej niż szczur mieszkający w miejskiej ciepłowni. No niestety „taki mamy klimat” (ten sam co pociągi opóźnia). Na szczęście jest w Polsce garstka patologicznych degeneratów, którzy próbują szanować różne, dziwne zachowania społeczne jakim jest na przykład uliczne śpiewanie.

Mało tego, degeneraci podpisali pakt z diabłem, bo robią to (uszanowanko robią) za pomocą największej zmory współczesnej polski, czyli alkoholu. I to nie porządnego alkoholu, jakim jest czysty spirytus z targu, czy kulturalna „małpeczka” za sklepem. Oni próbują propagować jakiś dziwny alkohol, którym to na pewno można się zatruć i wylądować na detoksie z całkowitym zanikiem tkanki mózgowej. Już we wczesnym gimnazjum wiadomo, że „nie mieszaj” jest słowem klucz to kulturalnego spożywania alkoholu. Może być flaszka 0,7, ale nie mieszana. A tym czasem co zrobili degeneraci z „Piwoteki”? Pomieszali wszystko ze wszystkim. Drożdże z pszenicą, róże z bratkami, chrust z pieprzem i nasturcję z bławatkiem. No ludzie kochani? Toż o jest szerzenie zła w czystej formie. Nie dość, że człowiek musi to wypić, to jeszcze nie sklepie łba porządnie,  bo alkoholu to to ma tyle, że większą dawkę zaaplikujemy sobie wąchając kieliszek wujka na weselu siostry.

Wracając do tej dziwnej mikstury. Optycznie cechują ją dwie rzeczy. Świetna piana oraz przepiękny brzoskwiniowy kolor. Po takim doznaniu optycznym detoks nam nie straszny, więc przechodzimy śmiało do kolejnego kroku jakim jest wąchanie (Ach te wspomnienia. Po napatrzeniu się na butapren, pięknie oblepiający woreczek foliowy również przechodziliśmy do fazy wąchania. Łezka się w oku kręci).

W zapachu jest już jakaś diabelska orgia. Banany (kto pije coś co pachnie bananami? dzieci jakieś chyba tylko) mieszają się z zapachem łąki w mega kwiatowym wydaniu. Jestem daleki od jarania się dodatkami w piwie (aaaa, to o piwo w tym wpisie chodzi….), ale tutaj po prostu wyszło kosmicznie. Napieprza to wszystko po nosie tak, że aż miło. Bałem się jak to wyjdzie w smaku (wspomniany butapren nie smakował tak dobrze jak pachniał). A w smaku jeszcze lepiej. Wszelkiej maści pachruście kwiatowe nie zamuliło piwa. Nie zasłodziło go. Mamy tutaj banana z goździkiem, lecz w delikatnie kwaskowej wersji. Całość fajnie uzupełniają kwiatowe motywy. Co prawda miałem w okolicach połowy szkła kryzys w postaci halucynacji i wydawało mi się, że pracuję w kwiaciarni, lecz ten szybko minął, tak samo szybko jak całe piwo zniknęło ze szkła. Goryczki za bardzo tutaj nie odczułem, choć pijałem piwa, które przy 24 IBU cechowały się jakąś tam goryczką. Całość jest na pewno fajna i przyjemna. W sam raz do wypicia w cieniu kolorowej tęczy na Placu Zbawiciela. Jak już pewnie się domyślacie, diabeł nawąchawszy się tych wszystkich kwiatów wypowiedział „Piwotece” umowę i całkowita degeneracja nie grozi nam nawet po dwóch piwach Lili Fontelli.

_DSC0570-2

 

Browar: Piwoteka

Styl: Pszeniczne Ale Saison

Wysokość ekstraktu: 12

Zawartość alkoholu: 4,5%

IBU: 24

Barwa: Brzoskwinia / ciemny pomarańcz. Zmętnione

Temperatura: 7 st

Cena: 9,2zł

avatar
Napisane przez

Majk