Czechy Lager Piwa codzienne

Kozel Cerny

Kozel Cerny

Jeszcze gdy na dworze nie pizgało, a poranki nie zaczynały się od depresyjnego skrobania szyb w samochodach, byłem sobie na grillu. Alkoholu, nie spożywałem, ktoś prowadzić musiał. I tak sobie obserwowałem ludzi, którzy krok po kroku, kolejka, po kolejce, piwo, po piwie wchodzili na wyższy stopień świadomości i towarzyskiej otwartości. Ot, taki grillowy standardzik.

Pomimo zakazanej mordy i rozwiązanych sznurówek staram się pracować na opinię człowieka kulturalnego, więc gospodarz dostał ode mnie na wejściu dwa piwa: Czarnego Mustanga z Artezana oraz belgijskiego Duvela. Wręczając mu piwa, zaznaczyłem delikatnie, by odłożył je na jutro. Wypił koniecznie ze szkła i dał znać jak wrażenia. Taka moja mała praca u podstaw.

Gospodarz od pierwszej minuty miał jasno określony target. Był to twardy reset organizmu. Za kołnierz nie wylewał, a kolejne kieliszki czystej ochoczo zapijał Carlsbergiem.

Jak wielka była porażka mej pracy u podstaw, gdy zdrowo podchmielony już gospodarz szturchnął mnie z rubasznym uśmiechem: „Pyszne to piwko mi przyniosłeś. Dzięki”. Z jednej strony poczułem radość, że docenił to co dobre. Z drugiej zrobiło mi się szkoda, że dobre piwo wlał w siebie w stanie, mówiąc lekko, wskazującym.

Zastanawiacie się, dlaczego napisałem porażka? Porażka, bo okazało się, że przyniesione przeze mnie dwa piwa, stoją nieruszone tam gdzie stały od początku imprezy. Sam bohater popijał kolejne kieliszki Cernym Kozelem, kwitując to wysoko uniesionym kciukiem lub szerokim uśmiechem, za każdym razem gdy spoglądał w moja stronę 🙂 🙂 🙂

Cerny Kozel to piwo, które mocno straciło na skutek działań korpoksięgowych, tnących koszty gdzie się da. Piwo wodniste, dosładzane cukrem, a smakujące jak mocno rozwodniona, osłodzona kawa inka. Piwo mówiąc delikatnie przeciętne. Słabe. Ma jednak dwa plusy. Pierwszy to plus ujemny, czyli „łoooo, toż to czeskie piwo jest”. I nie ma tutaj znaczenia, że właścicielem browaru w Velkich Popovicach jest od dobrych kilku lat SABMiller , czyli potentat trzymający w rękach choćby naszą Kampanię Piwowarską znaną nam z Tyskiego, Lecha, czy Żubra. Powiedzenie więc „Kozel, jest czeski, to i musi być dobry”, to niestety gówno prawda. Drugim i zgodzę się, że tym razem prawdziwym plusem jest kolor. Piwo jest pięknie rubinowe. Klarowne. Pod światło wygląda pięknie. Ale kolor to za mało. Słabe piwo.

Wracają do „pracy u podstaw”. Znajomy zadzwonił do mnie kilka dni później. Stwierdził, że to ciemne co mu przyniosłem jest zajebiste. „Gdzie można kupić takie piwo?” spytał. Doradziłem. I wiecie co? Byłem u niego ostatnio. Poczęstował mnie ciemnym Kozelem. Na pytanie o powód, powiedział, że kupił jeszcze jedno ciemne piwo, które doradzili mu w poleconym przeze mnie sklepie (ze szczątkowych informacji wynikało, że był to Turbogeezer). „Dobre było, ale strasznie mocne w smaku, a do tego dyszkę kosztowało”. Jedno zdanie, a tak trafnie punktujące nasz piwny rynek.

Przez lata koncerny z sukcesem, wytępiły w nas chęć szukania mocnych doznań smakowych w piwie. Portfele 99% społeczeństwa, również nie są jeszcze do końca gotowe, by wydawać dyszkę na jedno, zamiast trzech-czterech piw. A może nie o portfele tu chodzi, a o głowę? O zmianę sposobu spożywania piwa? Po co 5? Można 2, ale takie, które pozostaną nam w pamięci.

To tylko jedna z wielu opowiastek o pracy u podstaw. Będę nadal walczył. Edukował. Przekonywał, bo jak mawia klasyk z koszulki „Życie jest zbyt krótkie, by pić kiepskie piwo”.

avatar
Napisane przez

Majk