Lager Pinta Piwne Freaki

w końcu jakieś porno na Szyszkach

w końcu jakieś porno na Szyszkach

Z każdym dniem, z każdym wpisem żałowaliśmy, że nie możemy podzielić się z Wami tym co w życiu kochamy najbardziej. A najbardziej w życiu kochamy cebularze, malinowy sok babci Ireny oraz Łysego z Brazzers. Cebularze załatwiamy na co dzień poprzez wystająca z butów cebulę. O soku pisać nie będziemy, bo piwo z sokiem kojarzy nam się z „lodziarami” nad jeziorem, ale w tym tysiącleciu nie zdarzy nam się lepsza okazja, aby napisać o najbardziej znanym ze znanych aktorów porno XXI wieku.

Tak jak chłopaki z AleBrowaru chcieliby być „Be like Mitch”, tak my chcielibyśmy być „Be like Łysy z Brazzers”. Wiemy, że to trochę chore, ale co zrobić. Ciupciać za kasę te wszystkie dmuchane blondyny. Kto by nie chciał? Zaraz Misio w obawie przed wpierdolem, grzecznie napisze w komentarzu, że on by nie chciał, bo bardzo kocha swoją żonę. A że nasze żony się znają, to i ja muszę napisać, że też bym nie chciał i cały wpis szlak trafił.

Wyzwalaczem tych porno przemyśleń jest piwo „I’m so horny”, co w wolnym tłumaczeniu z języka niemieckiego oznacza: „szybciej, szybciej, głębiej, mocniej, ooo tak, tak, tak, więcej kawy!!!”. Jak widzicie po tytule, piwo jest zdecydowanie zdominowane przez kawę, lecz o tym za chwilę, bo warto napisać dwa zdania o jego wyglądzie.

Prosimy zrobić przerwę w fapaniu, gdyż będzie pisane o pianie. A piana na prawdę urywa rzęsy (taki wymyślony przez nas synonim urywania dupy). Piana konsystencją i kolorem przypomina rozpuszczone lody kawowe. Jest naprawdę piękna i bardzo trwała. Nie mam pojęcia jak Pincie udało się osiągnąć taki efekt, lecz wrażenie jest ogromne. Piwo jest czarne i kompletnie nie przejrzyste. Zupełnie jak mocna kawa z ekspresu.

Mocna kawa z ekspresu będzie nam towarzyszyła w zasadzie przez całą degustację „I’m so horny”. Od momentu wąchnięcia piwa, do momentu zgonu na zawał serca spowodowany potężnym zastrzykiem kofeiny będzie towarzyszyła nam kawa. Właściwie na tym można by skończyć opis tego piwa, lecz byłoby to krzywdzące dla Pinty. Krzywdzące gdyż: 1) W piwie udało się pięknie ukryć niemały alkohol, 2) Piwo pomimo dużego ekstraktu jest mega pijalne, 3) z każdym stopniem ogrzania piwa zaczyna ono zmieniać swój charakter, więc zupełnie tak jak dobrej jakości kawa. Z początku czuć czystą kawę, a z każdą minutą do głosu dochodzi kwaskowa paloność. Paloność ta objawia się również w bardzo przyjemnej goryczce. W dwóch słowach, gdyby „łysy z Brazzers” spróbował tego piwa, to rzuciłby dymanie blondyn i wybrałby picie craftu. Choć przy tak dobrych piwach powiedzenie „po piwie mi nie staje” nie ma chyba racji bytu, więc w sumie nie musiałby rzucać dymania blondyn.

PS. a może tu chodziło o powiedzenie „palę, ale się nie zaciągam”? Coś tu się rozjechało ;)))

Browar:  Pinta

Styl: Lager

Wysokość ekstraktu: 18

Zawartość alkoholu: 6,7%

IBU: 

Piana: Najładniejsza piana jaką widziałem na piwie z butelki

Barwa: Brunatna, nieprzejrzysta

Temperatura: Chłodne

avatar
Napisane przez

Majk