Birbant Pale Ale Piwne Freaki

Huell Melon Pale Ale

Huell Melon Pale Ale

Przeciętny obywatel, jak nudzi mu się z partnerem lub partnerką w łóżku, to zapisuje się na forum dotyczące seksu grupowego. Umawia się na kolejne grupowe orgie. Po pewnym czasie nudzi mu się i to, więc brnie w to dalej. Po kolejnych miesiącach zaczynają się problemy ze sraniem, ale najważniejsze, że nie ma nudy. Brak nudy, to najważniejsza rzecz w życiu każdego człowieka 😉

Tą samą drogą (uwaga, ta droga też może prowadzić do bólu dupy) podążają coraz częściej browary rzemieślnicze (a w omawianym dziś przypadku hodowcy chmielu zza zachodniej granicy). By nie wiało nudą, to niemiaszki wymyślili nową odmianę chmielu. Nazwali ją Huell Melon. Chuj wie, co znaczy Huell, ale już Melon mówi nam dużo. Chmiel ma wnosić do piwa nuty melonowe, czy arbuzowe. W weekend miałem okazję dowiedzieć się, czy nuty te zostały wniesione do nowości z browaru Birbant.

Tą nowością jest Pale Ale chmielone wyłącznie Huell Melonem. Piwo, o fajnej, estetycznej etykiecie zachęca do zakupu stojąc na sklepowej półce. Muszę zmienić sposób mycia szkła. Tarcie go zużytą skórką od banana, to chyba nie najlepsze rozwiązanie, bo kolejne piwa pite z widocznego na fotce kieliszka mają jakąś taką delikatną lub mówiąc po ludzku, po prostu niedojebaną pianę. Ale nie czepiam się. Zaczynam dojrzewać do myśli, że to ja daję dupy w tej kwestii. Wspominając na szybko, że piwo jest brudno pomarańczowe i solidnie zmętnione idźmy dalej.

Jest melon. Ale jaja. Wsadzając nos do szkła, czuć melona. Arbuza może trochę też. Opisywanych w specyfikacji chmielu truskawek nie wyczułem, ale może to i dobrze, bo truskawka w piwie to już chyba lekkie przegięcie. Da się wyczuć również akcenty słodowe, no i niestety siarkę. Co by tam nie buchało z tego piwa, to nie oszukujmy się. Bucha w nos bardzo delikatnie. Mało intensywnie. Chmiel nie pokazuje aromatycznej mocy.

W smaku jest również bardzo delikatnie. Piwo jest bardzo pijalne, ale niewyraziste. Słodowy charakter balansuje się z delikatnym posmaczkiem melona i białych owoców (może winogron?). Goryczka w piwie jest znikoma. Ot, takie leciuchne piwko. Na tę chwilę do wypicia i zapomnienia. Huell Melon jeszcze chyba nie jest na tyle intensywny, by zaskoczyć piwnych freaków swą wyrazistością.

Dlaczego pisałem o możliwym bólu dupy? Ja osobiście jestem człowiekiem dość spokojnym. Ułożonym, a przez niektórych pewnie uważanym wręcz za nudnego. Ale mogę sobie wyobrazić, że są na świecie piwne freaki, którzy widząc Huell Melon nastawili się na mega melonowe, arbuzowe emocje. Rozjebkę kubków smakowych czymś nowym. Zawiedzeni delikatnością doznań świadczonych przez powyższe piwo musieli mocnych doznań szukać gdzie indziej. Z braku innych pomysłów, Ci hipotetyczni poszukiwacze wrażeń mogliby wsadzić sobie trzymaną w ręku butlę wprost w odbyt (i to szyjką w tył). Bolałoby. Na szczęście są KororoweSzyszki. Zawsze ostrzegą. Dupę ochronią.

Więc jeśli identyfikujesz się z osobą z ostatniego akapitu, to zbastuj, ostudź hormony. Piwo to nie rozwali Ci łba. Nic nie urwie. A dupa po butelce boli kilka dni 😛 😛 😛

Browar:  Birbant

Styl: Pale Ale

Wysokość ekstraktu: 12

Zawartość alkoholu: 4,7%

IBU:  Zadeklarowane 40 IBU. Nie ma. Huell Melon ma bardzo delikatną goryczkę o pestkowym charakterze.

Piana: Grube pęcherze, posyczała chwilę i opadła.

Barwa: Brudny pomarańcz

Temperatura degustacji: Lekko schłodzone

avatar
Napisane przez

Majk