Lager Pinta Piwne Freaki

Hop Laaga. Pinta

Hop Laaga. Pinta

Laaaga, to bardzo popularny ostatnio zwrot. Można krzyczeć: „ejj, laaaaga, chcesz mieć ze mną dzidziusia?”, albo „niech to laaaga ściśnie”. Młodsze pokolenie również używa tego słowa dość często, na przykład: „nie zatłukłem cię, głupi rusku, bo miałem mega laaaga”, albo „złapałem laaga na matmie, przez co nic pamiętam”. Jak widzicie określenie jest popularne jak cholera. Nie inaczej jest ze słowem hop. „Hop, sasa, do lasa, wyciągnąć …” , czy „ hop, siup, w głupi dziób”. Jest jeszcze „hop heads”, czy „hop foots” ale to już zwroty ekstremalnie nikomu nieznane. Tak, czy inaczej Browar Pinta zrobił mega dobrą robotę, bo nazwał piwo Hop Laaga. Za samo już użycie tych dwóch, jakże popularnych słów należą się brawa. Lecz nie tylko za to.

Piwo ujrzało światło dzienne już bardzo dawno temu. W realiach piwnej rewolucji, to lata świetlne. Gdzieś miedzy odkryciem przylądka Horn, a lądowaniem rosyjskiego psa na Księżycu. Było to dokładniej w lipcu 2015. Hop Laaga ukazała się w tedy w serii „Pinta Miesiąca” i dostępna była wyłącznie z beczki. Piwo było dobre, chwalone i na tym zakończmy temat tamtej warki. Zakończymy, bo dziś, z okazji piąteczku pijemy Hop Laaga z butelki.

Przelane do szkła, już pokazuje, że będzie fajnie. Nurtują mnie takie piwa. Łechtają. Zachęcają. Jarają. Żółte jak sok z cytryny. Ładnie zmętnione. Pokryte solidna ilością, gęstej jak beza piany. Po prostu śliczne piwo. Już po pierwszym wciągu powietrza wiadomo, że chmielu to w tej Laadze nie żałowano. Cytrusy pachną tu tak mocno, że włosy w nosie dostają gęsiej skórki. Zapach od chmieli jest bardzo intensywny. Może to i dobrze, bo w aromacie majaczy coś nieprzyjemnego. Siarka? Ale od razu mówię. Trzeba się naprawdę wwąchać, by wywąchać to zza chmielu. Ogólne wrażenia nosowo oczne są mega pozytywne.

Smak to już rozpierducha totalna. Mega pijalne piwo. Pełne, ale i mega pijalne. Paradoks? Nie wiem, ale piwo jest mega rześkie. Owocowe. Hop w nazwie nie wziął się znikąd. Chlebowe klimaty, przypominają nam, że nie pijemy górniaka, lecz Laagę. Bardzo fajnie się to balansuje. Co później? Goryczka niszczy system. Przeciętny niemiaszek, jakby się dziabnął na Oktoberfeście taką Laagę, to spadłby pod drewnianą ławkę. Zwinięty, w konwulsyjnym ataku szczękościsku. Paraliżu języka i gardła.

Świetne piwo. Ile ono kosztuje? Zastąpić nim Perłę? 😉

avatar
Napisane przez

Majk