American IPA (AIPA) HopKins Piwne Freaki

HopKins. Golden State AIPA

HopKins. Golden State AIPA

Paczką przyszło. Prezent taki. I tak bym kupił, więc nie ma to większego znaczenia. Koszykówkę lubię. Kiedyś kochałem. 4 treningi w tygodniu plus mecz. To nie byle co. Chciałem być zawodowcem. Dziś zostały mi po tym tylko krzywe palce u rąk i bolące z byle powodu kolana. Sport to zdrowie mówili. Zwłaszcza streetball na asfalcie, mówili.

W pierwszej wersji myślałem, że chodzi o most. Wiecie? Ten taki, co to sweet focie sobie przy nim wszyscy strzelają. Oczywiście wszyscy Ci, co ich na bilet stać. I wizę im dali. W drugiej chwili dostałem olśnienia. Ta piłeczka na etykiecie mnie olśniła. Piłka do kosza. Obiekt westchnień mych lat młodzieńczych. Tysiące godzin na osiedlowym koszu. Kolejne tysiące na hali AZS Lublin. Coś pięknego.

Przelane do szkła dupy mi nie urwało. Ciemno miedziana ciesz, zmętniona mocno. Piana? Pół centymetra. Taki trochę Maciek z Klanu. Ale to tylko na pierwszy rzut oka. Maćka widziałem ostatnio w telewizji. W narodowych mediach. Spoko gość. Wygadany i ogarnięty. Tutaj też jest fajnie. Dopiero przy bliższym poznaniu piwo pokazuje swoją wartość. Chmielową wartość. Bo co tu mówić. To chmiel robi tu robotę. Piwo pachnie chmielem. Cytrusami i zielem jakimś. Jak granulat. Zapach mocny jak skurczybyk. Fajny. Lubię to.

W smaku? Słodka AIPA? To nie tutaj. Wytrawny i zadziorny skurczybyk. West Coast. Tak samo jak drużyna, na cześć której to piwo powstało. Świetny wyrazisty smak. Owoce, chmiel i jebutna, mocna goryczka. Można napisać, że zalegająca, ale mi to nie przeszkadzało. Świetnie mi się go piło.

PS. Nie pijcie pszenicy po tym piwie. Pszenicy w pszenicy to wtedy nie znajdziecie. Nic nie znajdziecie, bo Golden State jest mocnym, wyrazistym graczem 😉

avatar
Napisane przez

Majk