Doctor Brew India Pale Ale Piwne Freaki

Doctor Brew. Ella IPA

Doctor Brew. Ella IPA

Ze związkami to jest różnie, ale pewne części wspólne są zawsze i spróbuję podzielić to na jakieś etapy. Etap 1 – zauroczenie. Wkraczasz w nieznane. To na tym etapie zawsze golisz nogi (lub jajka). Na tym etapie wszystko jest przejaskrawione do granic. To teraz kochasz wszystko bezgranicznie i nie widzisz żadnych wad. Bzykasz się w przymierzalni Domów Towarowych Centrum. Czerpiesz i dajesz garściami. Spać musisz z rękami na kołdrze, a poranne siku opóźnia się kilka minut, przez poranny namiot. Etap to piękny, lecz niestety często krótki, bo często po nim nadchodzi Etap 2 – życie.

Tutaj sprawy się komplikują. Okazuje się, że zupa może być za słona. Cycki zwisają całkiem nie lekko, a po świecie chodzi wiele ciekawszych przedstawicieli gatunku. To moment, gdzie laska insynuuje że stawianie TeKu z piwem na wielkim brzuchu jest nie sexy (kto tak robi..?..). Moment w którym wiele osób ma różne myśli dotyczące zmian. Wszystko wokoło okazuje się nie mniej fajne. Próbujesz innych rzeczy. Próbujesz bzykania w innych galeriach. Jeśli nie łapiesz problemow z prostatą to znów sikasz normalnie. Itd, itp. Chodzi o to, że przestajesz się powoli kimś (lub czymś) jarać bez granic. I teraz możliwości są dwie. Albo nadchodzi czas rozstania, którym to na potrzeby wpisu się dziś nie zajmę, albo czas na Etap 3, zmieniamy coś w naszym związku, by znów było ciekawiej.

Dlaczego o tym piszę? Bo mi się tak kojarzy mój związek z Browarem Doctor Brew. Po okresie fascynacji i wlewania w siebie wszystkiego spod szyldu DB, zaczęło mi się nudzić. DB mi spowszechniało. Zauważyłem, że inni też potrafią. Często nie gorzej. Często lepiej. Uznałem, że DB robi wszystko na jedno kopyto, choć to może był tylko pretekst do rozstania. Coś jak włosy w nosie, ostatnia rata kredytu lub dzieci? Ale coś się w naszym związku zmieniło. Panowie z Browaru zaczęli eksperymentować z piwem. Pojawiły się w ich ofercie piwa lekkie, piwa dolnej fermentacji, piwa na dość egzotycznych (dla mnie) chmielach. Przetrwaliśmy kryzys. Nie mogę napisać, że gzimy się w galeriach, ale mogę napisać, że znów zabierając ich piwo ze sklepowej póły jestem zaciekawiony co znajdę w środku.

Panowie postanowili zaskoczyć po raz kolejny. Chmieląc swoją sztandarową 16tkę chmielem o wdzięcznej nazwie Ella. Co muszę przyznać. Piwo zaskakuje. Wiem, że wielu nie podejdzie, ale zaskakuje na pewno. Już w zapachu czujemy landrynkową słodycz dość mocno łamaną ziołową, trawiastą nutą. Całości bliżej do babcinej nalewki niż orzeźwiającego piwa. Piwo jest mocne zmętnione, choć ma ładną pomarańczową barwę. Piana jak piana. Jest i po co pisać więcej.

W smaku mamy kontynuację słodko-cytrusowo-ziołowego piwa, ale mamy tu coś jeszcze. Mamy tu goryczkę, która to przypomniała mi czasy z pierwszego etapu naszego związku. Wiem, że dla wielu z Was to piwo będzie za słodkie. Dla mnie na dłuższą metę też jest za słodkie, ale muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się ten chmiel. Intrygująco przełamuje tę słodycz. W ziołowo-cytrusowy sposób. Bardzo fajnie. Takich zaskoczeń w piwie szukam.

avatar
Napisane przez

Majk