India Pale Ale Kraftwerk Piwne Freaki

Dżin z Krafwerku

Dżin z Krafwerku

Powiem Wam, że nic tylko pocierać butelkę. Ostanio przysrałem się do chłopaków za Orgasmatrona, dziś szala się wyrówna, bo mocno chwalę za herbacianego Dżina. Przalana do szkła IPA, jak to IPA. Miedziana barwa, lekko opalizujące piwo przykryte ładną pianką. To wszyscy znamy i lubimy, ale po wsadzeniu nosa w szkło na świat wyłazi dżin. Ale nie dżin lubuski, w zielonej butli, co to się po nim beka ziołami, a bez toniku jest nie do przełknięcia. Na świat wyłazi dżin co spełni jedno nasze życzenie. Jedno, jedyne życzenie brzmi: chcę wypić zajebiste piwo. Piwo, które zapamiętam. „Mówisz masz, rzekł dżin” i odleciał przez balkon wraz muchą,  co to się przebudziła suka na zimę i spać po nocach nie daje.

W zapachu cąła gama cytrusowych owoców pochodzących od chmielu (a siedzi tu Summit, Simcoe i Cascade). Ale owoce, jak owoce, jest IPA to są i owoce. Prawdziwą robotę w tym piwie robią herbaty. Piwo pachnie herbatami. W jednym z poprzednich wpisów wspominałem o kumpelach w korporobocie, co to herbaty parzą jak pojebane. Stoją z zegarkami w łapach i przyglądają się pływającemu we wrzątku pachruściu. Nawet ich, zajebiste herbaty nie pachną tak jak Dżin. Dżin aromatem daje radę, jak Brad Pitt facjatą. Angelina rzekłaby, zajebiście.

W smaku herbata lekko się uspokaja. Piwo staje się bardziej karmelowe. Władzę nad smakiem przejmują słody, lecz fajna, herbaciana goryczka balansuje całość. Goryczka pozostaje po każdym łyku na dłużej i znów przynosi na myśl herbatę moich dziweuch z roboty. Nigdy ich nie piłem, ale na bank smakują tak dobrze. Łechcą gardło długo po każdym łyku. Proszą o łyk kolejny. Świetny smak.

Co się będę rozpisywał. Polecam Dżina. Piwo oryginalne, ciekawe i bardzo poprawne. Podeszło mi.

avatar
Napisane przez

Majk