Piwne Freaki Profesja Wędzonki

Browar Profesja. Dudziarz. Strong Scotch Ale.

Browar Profesja. Dudziarz. Strong Scotch Ale.

Nudziarz. Przeczytałem tak na butelce. Naprawdę. Wiem, że to nie pierwszy raz i chyba już czas wymienić szkła na większe plusy minusy, ale cóż, przeczytałem i koniec. Co się przeczytało, to się nie odczyta, jak mówił Juliusz Cezar. Mając w tyle głowy tego Nudziarza przytaszczyłem go do domu i otworzyłem, wciąż nie spodziewając się niczego porywającego. I wtem… otwarłem szkło. Odkapslowałem znaczy.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że pochwalę takie piwo, to popukałbym mu się w czoło. Czoło mnie już bolało, więc wyjścia miałem dwa. Odciąć się od ludzi lub też piwa takie zrozumieć. Myślę, że udało mi się zrealizować oba punkty. Drugi nawet z nawiązką. Piwa takie pokochałem. Nauczyłem się je chłonąć, badać i analizować. Wiem, brzmi to trochę pojebanie, ale takie piwa właśnie do tego są. By wlać je do szkła i pociumnkać pół wieczora szukając w każdym łyku nowych niuansów. Zresztą, ciumkać więcej jak jednego na wieczór nie polecam, bo można zabłysnąć z rana w policyjnych statystykach. Niebieskich tu raczej nie lubimy, więc po co im w kabzę nabijać.

W aromacie mamy słód, ciasto, biszkopt. Są też owoce, czerwone i ciemne. Suszone. Słodkie owoce? Są. Wędzone owoce też są, ale do tego dojdziemy przy słówku o wędzonce. Jest kompot z suszu. Jest też drewno. Wędzone właśnie. Zadymione. Torf jest. Ale lekki, delikatny. Plastikiem tu nie wali. Drewnem właśnie. Pachnie. Wędzoną śliwką. Kurde. Ależ tu zapachów. Fajnie, mocno, intensywnie. Aaa. Alkohol też jest. Ale szlachetny, nie jakiś tam bimbrowy. Nie nie.

O wyglądzie nie napisałem. Ale w sumie celowo. To nie wygląd robi tu robotę, choć ten jakiś jest. Pasujący do piwa. Nieoczywisty jak wąsy u kobiety. Piwo jest koloru wąsów u rudego. Nieprzejrzyste. Piane ma ładną i tyle w temacie, bo pijemy pierwszy łyk. Kurde. Usiąść trzeba. Ale fajne. Zaczynamy od delikatnych owocowych klimatów. Jest tu też jakieś ciasto. Fajnie i sympatycznie jak na urodzinach ciotki Krychy. Z każdą godziną urodzin, gdy szanowny małżonek Krychy zaczyna mieć lekko w czubie, na urodzinach zaczyna robić się ciekawiej. W tym piwie jest podobnie. Po wstępnie słodziutkich, owocowo ciastowych doznaniach przychodzi dym. Owoce przechodzą w susz, a susz przechodzi w wędzone drewno. Fajne, ogniskowe. Wędzone drewno przechodzi natomiast w wędzony torf. Delikatny, ale jednak. Całość zamyka lekka, ziołowa goryczka. Po niej mamy jeszcze alkohol, grzejący, ale nie nachalny. Takie przeciwieństwo szanownego męża Krychy, który to po trzeciej flaszce wkurza już wszystkich swymi wywodami o żydach, masonach i winie Tuska. Tutaj nic takiego miejsca nie ma. Poziom trzymany jest od pierwszego, do ostatniego łyka. Świetne piwo.

avatar
Napisane przez

Majk

  • SlavKo

    Majk, kto Ci pisze te teksty? 🙂 Odjechane zdrowo 🙂

    • Twoje zdrówko. Dzięki