Pinta Piwne Freaki Red Ale

Call me Aston

Call me Aston

Byłem kiedyś na wczasach na zachodzie. To było ładnych kilka lat temu. Wystarczająco dawno. W czasach, gdy Wojewódzki nie woził się po warszawce wypasionymi furami, a dziennikarze sportowi nie zmieniali się w warzywa po zderzeniu z filarem mostu. Szedłem z rodzicami bulwarem nad oceanem i zobaczyłem jego. Piękne czerwone auto. Niewyobrażalnie pięknego. Przyzwyczajony do znaczków Fiata, Łady lub w najlepszym wypadku Skody, nie miałem pojęcia co to za marka i co za hitlerowskie skrzydełka widnieją na tym aucie. Wtedy w oczy wpadł mi malutki napis „Call me Aston”…

Znając nazwisko Simona, z którym Pinta uwarzyła bohatera dzisiejszego wpisu od razu miałem skojarzenie z powyższą sytuacją. Dlatego piwo na wstępie ma plusa, gdyż tamto „Call me..” wpłynęło na moje zainteresowania równie pozytywnie co „Hit me baby..” wyśpiewane przez Britney Spears.

Czytając dość pozytywne opinię liczę na wiele. Początek jest bardzo obiecujący. Już podczas nalewania, piwo sprawia wrażenie zawiesistego, wręcz oleistego. Pokrywa je czapa drobno pęcherzykowej i trwałej piany. Brakuje mi tutaj troszkę koloru czerwonego Astona ze wspomnień. Lecz, gdy skierowałem prosto w szkło znaleziony przypadkiem na osiedlu halogen artylerii przeciwlotniczej, to  piwo odwdzięczyło mi się lekko czerwonymi odblaskami. Jest ok. Kolor z nazwy stylu zaliczamy 🙂

Z zapachem jest bardzo fajnie. Lubię takie słodkawo, ciasteczkowo, chlebkowo, krówkowe klimaty. A jak są podszyte lekkim cytrusem, to już w ogóle jest spoko i ten kto się do tego przypierdala, niech idzie powąchać Azzaca od Doctorów (ale o tym kiedy indziej).

A jak uczucia smakowe? Czy jest nudno? Dla mnie nie jest. Piwo świetnie zalepia gębę, a karmelowo chlebkowy smak uzupełniony jest już solidniejszą dawką cytrusów i klimatów żywicznych. Całość kończy mocna, troszkę za mocna w moim odczuciu goryczka. W kolejnych łykach delikatnie dominuje bardzo dobre wrażenia smakowe. No, ale Imperial zobowiązuje, więc tutaj też nie ma się co czepiać. To tak jakby szukać żony w klubie bokserskim, a później skarżyć się, że ta bije. Imperial musi tupnąć po języku 🙂

PS. Zapas piwa mi rośnie w domu, a boje się, że zwiększenie częstotliwości degustacji może się skończyć pogorszeniem relacji społecznych. Też tam macie próbując w miarę ogarniać premiery, próbując przy okazji uznanych klasyków?

Browar: Pinta (feat. Simon Martin)

Styl: Imperial Irish Red Ale

Wysokość ekstraktu: 19,1

Zawartość alkoholu: 6,9%

IBU: 78

Barwa: Ciemny brąz. Lekko zmętnione. Delikatne czerwone przebyłski

Temperatura: 14 st

Cena: 8,9 zł

avatar
Napisane przez

Majk