Piwne Freaki Profesja Rye India Pale Ale

Browar Profesja. Bimbrownik.

Browar Profesja. Bimbrownik.

Całkiem nie dawno obsrałem się różową tęczą po wypiciu Dudziarza z Profesji. Obsrałem się słusznie, bo piwo było świetne. Obmyłem już chatę z różu i bez obaw mogłem otworzyć bliźniaczo podobne piwo z Browaru Profesja. Piwo, po którym spodziewałem się równie nie mało i wiecie co? I otworzyłem. I znalazłem równie niemało 🙂

Znów cały dom w różowej tęczy. Znów się zesrałem. Znów mnie zmiotło. Co to w ogóle jest? Kto to wymyślił? Kto stworzył? Ależ pyszne. Ale od początku, bo początek też jest ładny. Na początku było bursztynowe piwo. Mocno zmętnione. Z gęstą czapą piany. Dobra, to tyle o początku, bo zmiata to co jest dalej. Wyrywa z klapek. Urywa kloakę. Bimbrownik to wędzona torfem żytnia ipa. Czaicie? Sam styl jest już pojebany do granic. Żytnia? IPA? Wędzona torfem? Tyle rzeczy w jednej butelce?

Tak, w jednej butelce. Pachnie to wszystko torfem. Palonymi kablami, bandażem. Ale by nie było szpitalnie, to zza wędzonki wychodzi chmiel. Są owoce. Od gruszek, aż po dojrzałe tropikalne mango. Od plastiku, aż po owocową słodycz. Mega. Mega złożony zapach. To piwo można tylko wąchać. No. Więc część z Was zostawiam z wąchaniem, a jak ktoś chce więcej to idźmy dalej, do pierwszego łyka.

Pierwszy łyk jest gęsty, kleisty. W orgaźmie swym zacząłem zastanawiać się, co ja do cholery piję. Na etykiecie jest piwo, więc pije dalej. Nadal mamy tu torf, mamy lekką kwaśność. Od żyta pewnie. Mamy nuty owocowe i fajną, dobrze zaznaczoną goryczkę. Piwo popaprane jak moje zachowanie w liceum. Byłem wtedy sportowcem. Wiecie, sukcesy, mięśnie, laski, imprezy. To komplement był. Lubiłem tamte czasy. Kończąc już, bo uciekam. Jeśli nie przeszkadza Wam torf w piwie, a nudzą Was kolejny IPY, Sripy, to kupcie Bimbrownika. Dwóch, kilku. Mega złożone piwo. Dostarczy wielu wrażeń. I to wielu do potęgi drugiej. Powtórzę go, jak dopadnę w sklepie.

avatar
Napisane przez

Majk