American IPA (AIPA) Piwne Freaki Profesja

Dziki Alchemik

Dziki Alchemik

W najbardziej zaciemnionych komnatach, tuż pod Wrocławskim Rynkiem było duszno od dymu. Dym buchał z każdej, najmniejszej próbówki, każdej rurki i kadzi. W chmielowych oparach stał on, długobrody Alchemik. Z wyglądu? Lekko szalony, niczym Gandalf zrzucony do krain MadMaxa. Gotował wywary, chmielił raz, jak pisała księga – na gorycz. Później sypnął raz drugi, mocniej, na zapach. Po długich godzinach, za oknem powoli wschodziło słońce. Przed długobrodym starcem stało szkło, proste, bez wygięć i nóżki*. Ze szkła buchało chmielem. Pięknie, cytrusowo, ale i słodko, dojrzale.

Piwowar wyglądał na ukojonego. Dumnego z dzieła. Piwo może ruszać w świat, pomyślałby zwykły obserwator scenki. Lecz, nie. W zaciemnionej komnacie rozniosło się jedno, krótkie… KURWA, oóźniej jeszcze, już mniej doniosłe: „Aipa, jak aipa. Taką ma każdy. W dzisiejszych czasach, każdy, nawet zapijaczony krasnolud zna aipę. Ja zwykły nie jestem. Stworzę napój bogów. Inny. Lepszy”.

Poczłapał w kierunku najniższego poziomu piwnic, wracając z ciemną fiolką. Po jej otwarciu powietrze zgęstniało. W powietrzu rozniósł się strach. Dzikość. Coś, nad czym zwykły śmiertelnik, czy prosty krasnolud zapanować nie umie. To drożdze. Całkiem dzikie drożdze. Próbówki buchnęły, po komnacie znów rozeszły się opary. Przyglądające się z ciekawością myszy, czmychnęły czym prędzej do swych nor i przeżartych przez korniki mebli.

Kolejnego poranka Alchemik przetarł oczy ze zmęczenia. Przed nim stał prześliczny kielich bursztynowo czerwonego napitku. Z kielicha wyciekała gęsta, drobna i bardzo wysoka piana. W powietrzy unosił się zapach, piękny, delikatnie owocowy, słodki, lecz inny niż jeszcze dobę temu. To drożdze, drożdze dodały tu lekkich nut kwaskowych. Tropikalna owocowość zmieszała się w pierwszych pormieniach poranka z czerwnonym owocem, dając świetną, rześką całość. Alchemik już wiedział, że to będzie piękny dzień.

Zaczerpnął pierwszy łyk. Dość wytrwany trunek był lekko kwaśny, lecz wciąż była to aipa. Owocowa słodycz, z lekkim słodowym karmelem idelanie komponowała się z delikatną nutą kwaskową. Alchemik ledwo stał na nogach. Zmęczenie wraz z zachwytem nad swym nowym dziełem brało górę. Gdy jego powieki, powoli konczyły swą pracę, nastąpiło zdecydowane i mocne uderzenie goryczki. Miłej, lekko kwaśnej. W owocowym stylu. Alchemik wypił ostatni łyk swego dzieła, po czym zasnął. Spał długie godziny, śniąc o przyszłości. W przyszłosći założy browar. Będzie warzył piwo i częstował nim zwykłych śmiertelników. Piękny sen.

_DSC1579-2

 

avatar
Napisane przez

Majk