Dania India Pale Ale Piwne Freaki

Milion Ibu z Mikkellera

Milion Ibu z Mikkellera

Znów dałem się złapać na marketing. Misio w poprzednim wpisie tak pięknie zachęcił do zainteresowania się Danią, że aż się zainteresowałem. Czytając o tych mostach i narwanej Pani premier przypomniałem sobie, że mam przykamuflowane piwo legendę. Coś, co podobno każdy beergeek powinien spróbować. Milion IBU z duńskiego browaru Mikkeller.

Piwo obwiane legendą. Bałem się go dotknąć. Zresztą jak już dotknąłem, to milion ibu było tak wyczuwalne, że do tej pory lekko parzą mnie palce. Widocznie niepotrzebnie złapałem butelkę w miejscu gdzie na etykiecie widnieje napis 1000. Mój błąd, ale to tylko potwierdzało z jakim mocarzem będę miał do czynienia. Doliczając do tego 9,6 % alkoholu do poparzonych palców dołączyły ciarki na karku związane ze wspomnieniem lat młodzieńczych i pierwszymi winami sandomierskimi spożywanymi na wagarach za stadionem.

Piwo po wlaniu do szkła (zmieściłoby się w szkiełku, bo to 330ml) bucha wielką, piękna pianą, która trzyma się właściwie przez całą (niekrótką) degustację. Piękna, gęsta piana. Piwo w szkle wygląda jak mocna herbata, do której żonka, braciszek, czy ktokolwiek z rodziny nawpuszczał „spadochroniarzy”, bo rodzina nigdy nie nauczy się, że biorąc od Ciebie łyka jakiegokolwiek napoju, powinna mieć w ustach czysto, a nie brać łyczka wciąż przeżuwając poranną bułkę z masłem.

Masła na szczęście nikt mi do piwa nie wpuścił. 1000 IBU pachnie żywicznie, lekko cytrusowo, ale to żywica gra tutaj główne skrzypce. Powiem Wam, że po aromacie spodziewałem się znacznie więcej. Ale jak się okazało aromat nie jest wizytówką tego piwa. Wizytówką miliona ibu jest, jakże by inaczej, milion ibu.

Kurwa. Wyrwało mnie z moich klapek kubota. Od pierwszego łyka tego piwa nie mogłem skupić się nad kontynuowaniem onanizmu wynikającego z oglądania kolejnych szarsz mojego ukochanego Roberta Lewandowskiego, jak co tydzień w sobotę po 15 🙂

Piwo smakuje żywicznie, czuć tutaj chmiel, czuć lekką karmelowość. Lecz to co najważniejsze, po przełknięciu łyka nadchodzi piękna, zbalansowana, długa jak pierwszy stosunek nastolatka goryczka. Wspaniała goryczka. Uwierzcie, że dzięki tej goryczce piłem to piwo dobre pół godziny. Po każdym łyku następuje na podniebieniu i w tylnej części jęzora prawdziwy orgazm grejpfrutowej cierpkości. Coś niesamowitego. Już wiem dlaczego to piwo powinien spróbować każdy szanujący się BG. Nie szanujący się też powinien spróbować, bo naprawdę rzadko zdarza się tak zgwałcić goryczką nasze kubki smakowe.

W podsumowaniu dodam kilka plusów ujemnych (matematycy i inne dziwolągi nazywają je minusami). Gdyby zabrać temu piwu goryczkę, to nie prezentuje ono sobą nic wielkiego. Zarówno smak jak i aromat, jest dość przeciętny i piłem w swoim życiu wiele smaczniejszych Imperialnych ipów. Drugą sprawą jest piękne zbalansowanie alkoholu (pisałem, że to będą plusy. Ujemne, ale zawsze plusy ;). Piwo to ma mocarną zawartość alkoholu, lecz nie czuć go w ogóle. Czujemy go pół godziny po spożyciu, gdy ktoś z otoczenia stwierdza, że mamy pierwsze objawy dyzartii. Kolejnym plusem ujemnym jest pojemność butelki. Piwa jest po prostu mało, lecz z drugiej strony w sam raz, bo w ostatnich łykach kubki smakowe zaczynają mówić dość i chcą dzwonić po lekarza celem zawiezienia ich na oiom. Także widzicie. Minusy to piwo ma, ale raczej takie dodatnie 😉

_DSC0581

Browar: Mikkeller

Styl: Imperial India Pale Ale

Wysokość ekstraktu: Nie podali, ale pewnie ok 19-20

Zawartość alkoholu: 9,6%

IBU: Milion

Barwa: Ciemna herbata, taka co to stoi kilka dni na stole u babki Kryśki

Temperatura: 12 st. C

Cena: 19zł (dużo, ale kto nie spróbuje tego piwa ten leszczyk)

avatar
Napisane przez

Majk