Piwne Freaki Piwne podziemie Stout

Piwne Podziemie. Parti Gyle. Sweet stout

Piwne Podziemie. Parti Gyle. Sweet stout

Dziś sprawa jest prosta. Za oknem upał jak cholera, pić się chce. Polecam Wam imprezę. Potańcówkę z ciemnym, lekkim w założeniach piwem. Sweet stoutem, stoutem mlecznym, czy jak go tam zwali. Imprezka będzie tym lepsza, że za ster zaproszono fajną ekipę z Lubelszczyzny. Piwne Podziemie zaprasza na show pod tytułem Parti Gyle. Przyznam się. Kupiłem, bo kupiłem. Lubię ciemne piwa z laktozą, tegoż piwa nie piłem i nie wiedziałem o nim nic. Wlałem więc do szkła i się zaczęło. Jako pierwszy numer na imprezie wszedł kolor.

Czarny jak smoła. Może z lekkim przebłyskiem pod światło, ale uznajmy że czarny, jak ten kot co to drogę przebiega wkurzając na cały dzień. Tu w odróżnieniu do kota wkurzenia nie będzie, bo wystarczy wsadzić nos do szkła i już wiadomo, że to kawał imprezy będzie. Kawa, kakao i laktoza. Paloność. Intensywnie do bólu. Jak po wejściu dobrego dopalacza. Jak na imprezie techno nad ranem. Tak jak być powinno. Pięknie.

Smak to kontynuacja. Poezja. Jedno z tych piw, gdzie laktozę czuć kozacko. Kawa z mlekiem. Dobra kawa. Taka wiecie? Dla hipsterów. Nie z hipermarketu. Wypalana kawa. Słodzona, ale nie za mocno. Do kawy czekolada. Gorzka. Deserowa. Piwo jest bardzo pijalne, lecz byłem zdziwiony patrząc na ekstrakt (11). Ono wydaje się pełne. Pełniejsze niż jest. Mega. Miałem tego piwa litr. Porządna impreza. Cieszę się i polecam. Odczucia lepsze niż po bunga bunga na dyskotece w gimnazjum.

avatar
Napisane przez

Majk