American IPA (AIPA) Piwne Freaki Piwne podziemie

Piwne Podziemie. Hopface Killah AIPA

Piwne Podziemie. Hopface Killah AIPA

Uwaga, uwaga. Kolejne ciekawe piwo i kolejne z najbardziej zajebistego regionu wszechświata. W najcichszym zakątku najpiękniejszego regionu Polski mieszka sobie para ludzi. Zwykłych obywateli, gorszego lub lepszego sortu.
Ludzie Ci, nie są tacy zwykli, jakby się mogło wydawać. Ich niezwykłość polega na pasji. Pasji mieszania w garach. Nie. Nie są kucharzami w okolicznej kantynie. Nie gotują również grochówek dla zmarzniętych bezdomnych. Gotują piwo. Ważą. Ważą składniki i warzą piwo. Nawarzyli ponad cztery dyszki różnych piw w jednym roku. To liczba nieosiągalna, nawet dla babci mego syna. Prywatnie mojej mamy. Moja mama nie gotuje tulu różnych zup w roku, co Piwne Podziemie różnych piw.

Sama ilość, to nie problem. Widzicie, co się dzieje tutaj. Na blogu. Rok funkcjonowania Szyszek, a tekstów kilkaset. To nie problem. Liczy się jakość. Oczywiście, do jakości szyszkowych wpisów zbliżyć się trudno, ale browar Piwne Podziemie stara się. Walczy. Próbuje. Wychodzi mu to nieźle. Ba, jest tuż tuż. A wytworami, takimi jak opisywany dziś Hopface Killah robi kolejne kroki, by przegonić nas w wielkiej jakości swych wytworów. Mocno zmętnione, pomarańczowe piwo. Pokryte niezbyt wysoką, ale trwałą jak beton pianą. Piana, mimo, że z wyglądu chimeryczna, towarzyszyła mi i brudziła szkło w zasadzie do ostatniego łyka degustacji. Czy Piwne Podziemie wie, jak ciężko doszorować z piany tak delikatne, jak to dukielskie szkło z Dukli ? Nie ładnie.

Nie gniewam się, bo piwo zabiło mnie zapachem. A zabity gniewać się nie może. Piwo zabiło mnie zapachem soczystych owoców. Pomarańczy, mandarynek. Owoce uzupełnia tajemniczy zapach. Zapach, dzięki któremu niektóre męskie perfumy robią kobietom dobrze. Właściciel owych perfum, nie jest już do szczęścia kobiecie potrzebny. Zapach wystarczy. Ci, co pomyśleli teraz, że piwo jest perfumowane i pachnie jak EDT rodem z Avonu. Nie. Uzupełnieniem zapachu, jest tutaj tajemniczy składnik, zwany drzewem cedrowym. Korzenny. Powabny. Pozostający tłem dla owoców. Wszystko to czyste i intensywne.

Gdy już pozbierałem opadniętą szczękę z podłogi. Podpierając się na krześle i blacie kuchennym (biały, kamienny, śliczny) wstałem na nogi. Wziąłem pierwszy łyk. Spodziewałem się bardziej wytrawnego piwa. Piwa, które zbeszta mnie goryczką. Zrobi ze mnie małą dziewczynkę. Sprowadzi z powrotem do parteru. A tu wcale nie. Zaskoczenie. Piwo jest ładnie zbalansowane, dość pełne, a owocowość idzie w słodszym kierunku dojrzałych owoców. Goryczka jest mocna, lecz krótka. Na języku pozostaje znów to coś, co robi laskom dobrze i nie jest to wcale to, o czym pomyśleli subskrybenci redtuba. Jest to w mojej opinii posmak drewna cedrowego. Ale to tylko moja opinia. W smaku, podobnie jak w zapachu, jest czysto. Nic nie przeszkadza. Wszystko ułożone jest idealnie. Pije się to wyśmienicie. Litr, przytaszczony z pubu w plastiku wchłonąłem szybciej niż popsuł się pierwszy dart relacji Lublin stolica. Piwo dobre, jak to, że dziś jest piąteczek. Lepsze chyba nawet.

avatar
Napisane przez

Majk