Imperial IPA Piwne Freaki Piwne podziemie

Piwne Podziemie El Dorado

Piwne Podziemie El Dorado

No to ja Wam powiem tak. Nie wiem, co oni tam pod tym Chełmem robią, ale co nie zrobią, to dobrze mi robią. Piwne Podziemie tym razem postanowiło zaparzyć imperilaną ipę na jednym chmielu. Spoko, myślę. Kto geniuszowi zabroni. Jednak gdzieś w tyle głowy, kołatała mi myśl. Jak? Imperialną? Piwo, z założenia bogate, jak cygan na Słowacji. Jednym chmielem? WTF?

Pojechałem, więc po to piwo do pubu. Samochodem. Do butelki zlałem. Akumulator w Audi ładować musiałem. Niemiec płakał, jak sprzedawał. Technologia niemiecka. Pieprzona. Minus 6 a auto prąd zgubiło. No nie ważne. Pojechałem, kupiłem i przelałem do szkła. Piwo jak piwo. Ładne, złote, z pianą na wierzchu. Widok, jakich setki piw wypitych w mym piwnym kwartale. Ale nie okiem człowiek piwo pije.

W pierwszym węchu wiedziałem, że warto było gnębić kable do akumulatora. Warto było. Cukierek. Słodziuchna landrynka. Nie różowa. Nie z Polsatu. Landrynka owocowa. Pyszna, rześka. Zachęcająca do pierwszego łyka. Ja wiem. Brzmi to niczym wypocina amatora piwa z sokiem. Ale nie. To nie piwo z sokiem. To nie słodycz w stylu kropli czerwonego syropu skapniętego do szklanki perły. Nie nie. To słodycz szlachetna. Słodycz wywołana chmielem. Świetna. Fajna. Zagadkowa.

Piwo jest zdradliwe. Dałem łyka żonie: „Dobre”, mówi. Nie wiem, jak to się stało, że nie zauważyła 120 IBU. Goryczka jest konkretna. Ale pierwsze wrażenie landrynkowej słodkości jest tak mocne, że nawet goryczka żony nie zabiła. I dobrze. Bez żony picie piwa, to nie to samo. Żona zawsze zweryfikuje, zawsze coś dopowie. Piwo jest pełne. Wysycone słabo, ale nie ryzykowałbym stwierdzenia, że jest ciężkie. Co to, to nie. Jest pełne. Jest słodkie. Trzy takie i leżysz, niczym Szpila w USA. Nachmielone fest. Co to za chmiel to El Dorado? Ciekawy. Brawo Piwne Podziemie. Zdrówko.

PS. Że też jeszcze brwi nie wymyślili single hopa na tym chmielu. Hmmm

avatar
Napisane przez

Majk