Piwne Freaki Piwne podziemie Stout

Piwne Podziemie.Coffeelicious Special

Piwne Podziemie.Coffeelicious Special

Świat oszalał. Jakby to powiedział miły dziadzio z internetowych memów: „Za moich czasów, jak chciałem zjeść deser, to szedłem do ciastkarni”. Za czasów dziadka może i tak było. Dziś żyjemy w zajebistych czasach. Mało tego, żyjemy też w zajebistym regionie galaktyki. W rejonie galaktyki zwanym koziołkowym stepem. W samym środku stepu, wśród chadzających niedźwiedzi brunatnych, stoi kurnik. Tfu, co ja gadam. Browar stoi. W browarze ukrywają się potajemnie cukiernicy. Hobbistycznie warzą piwo, ale ich prawdziwą pasją jest cukiernictwo. Jest to pasja skrywana, dlatego solidarnie wszyscy cukiernicy z browaru zbojkotowali miniony Tłusty Czwartek. Nie robili pączków. Nie wiązali faworków. W tym czasie gotowali wywar. Wywar magiczny, czekoladowo waniliowy. Z dodatkiem kawy. Z chmielem. Pod osłoną działalności browarniczej rozesłali ten wywar do piwnych knajp i sklepów. I tak oto, drogą nabycia stał on się w moim posiadaniu.

Magiczny wywar o wdzięcznej nazwie. Coffeelicious Special. Special, bo z dodatkiem wanilii i kakaowca. Znaczy inaczej, filtrowany z ich użyciem. Kto by kiedyś pomyślał, że cukiernictwo zejdzie do podziemia. W tym wypadku dosłownie. Kto by pomyślał, że pyszne czekoladowo kawowe torty będzie należało filtrować przez wanilię i pakować do kegów, by bezwzględni tępiciele pustych kalorii nie połapali się o co chodzi. Tak czy siak Piwnemu Podziemiu się to udało.

Wywar przelany do szkła wygląda jak czekolada. Gęsta, czarna, nieprzejrzysta. Pianę jakąś tam ma, ale pal licho pianę. To co unosi się w powietrzu to jakiś kosmos. Wanilia, czekolada, słodycz. Gdzieś w tle są nuty kawy i ciasta. Wszystko to tak intensywne, że ostatni raz takie rzeczy czułem tak mocno na weselu u kuzynki. Gdy zasnąłem z mordą w torcie. Niesamowity zapach. Dziadek z internetowych memów byłby zachwycony. Przebywając w okolicy tego piwa, czuję się jakbym wyrywał laski. Wyrywał laski w cukierni na Nowym Świecie. W najgorszym razie, w Wiliamsie. I to salonie firmowym, nie w Olimpie.

W smaku jest równie świetnie. Delikatna waniliowa słodycz rozpływa się po każdym zakamarku ust. Odradzam pić to piwo ludziom z próchnicą. Badziewie, które wierci nam czarne dziurska w zębach byłoby zachwycone ilością pożywki. Całej reszcie ludzi polecam całym sercem. Ostatnim piwem, które zrobiło mi tak dobrze w czekoladowo waniliowym stylu było „śniadanie” z Mikkelera. Myślicie, że Coffelicious Was zmęczy? Jak Chodakowska swym DVD? Jak tona pączków? Jak gapienie się w akwarium z rybkami? Nie. Nie zmęczy Was. Deserową słodycz kontruje kawowo popiołowa strona piwa. Delikatna, lecz wystarczająca, by nie zamulić. By nie zakleić. Cudownie. Kleopatra kąpała się w mleku. Jak z chęcią wykąpałbym się w tym wywarze. Ale nie dane mi będzie. Szkoda wywaru. Klasa.

avatar
Napisane przez

Majk