Dziecko z bagien

Jako, że dziś jest ten dzień w którym czekam na jakiś prezent, to opowiem Wam pewną historię. Historia ta opowiada o jednym z lepszych piw jakie ostatnimi czasy piłem. Piwo nazywa się Piotrek z bagien i jest to American India Pale Ale. Piwo w stylu, w którym przez ostatni rok uwarzono w Polsce dokładnie 12 milionów różnych warek, czyli mniej więcej tyle ilu jest mieszkańców Nowego Sącza, gdyby wliczyć tych co mieszkają w Chicago. Piwo mogłoby się wydawać oklepane tak, że degustacja kolejnego nie wniesie kompletnie nic do naszego życia. Ale co do naszego życia wnosi zjedzenie kolejnej przepysznej pizzy? Albo wspaniałego hamburgera z foodtracka? No dokładnie tyle samo, co wypicie kolejne AIPA’y o ile ta jest tak dobra jak tytułowy Piotrek. Kupę radości i zadowolenia. Pizza, czy hamburger wniesie nam do życia jeszcze jedną dodatkową kupę, ale nie drążmy tematu.

Zacznę nietypowo bo od etykiety. Ogólnie nie przepadam za metalicznymi etykietami (Kopyr też, więc się znam), ale akurat ta mi się spodobała ze względów praktycznych. Idziemy z lubą na wesele, a że całą kasę wywalamy na browar, to nie mamy na kieckę. Ta etykieta tak się błyszczy, że potniemy ją na kawałki, poprzyklejamy do piżamy i będziemy cały wieczór czarować najebanych gości, że to od Gosi Baczyńskiej. Jest moc.

Piotrek z bagien po przelaniu do szkła robi wrażenie dużo lepsze niż jego opakowanie. Piwo ma świetną, bursztynową barwę i pokrywa je czapa gęstej trwałej piany. Piana co prawda lekko zacofuje się w rozwoju z każdą minutą, lecz fajnie oblepia szkło, przez co zmywarka ma co robić. Zapach to prawdziwa orgia z amerykańskich chmieli. Dojrzałe tropikalne owoce, mango, skórka grejpfruita i żywiczność. Sto procent tego, czego oczekuję od amerykańskiej IPY. Świetny zapach piwa. Podjarałem się opisem zapachu jak bezdomny stojąc przed szybą w MacDonaldzie, ale nie o tym chciałem pisać. Chciałem kontynuować swą opowieść przechodząc do smaku. A w smaku jest równie zacnie, o ile nie lepiej. Idealne wysycenie w połączeniu z amerykańskim chmielem robi robotę i aż szkoda, że jako znany w środowisku piwożłop nie umiałem dłużej delektować tego piwa. Zniknęło mi ze szkła  w dosłownie kilka łyków. W smaku prócz mango, lekkiej żywiczności mamy już dominację grejpfruitowej skórki, która to również jest podstawą fajnej, mocnej, lecz niezalegającej goryczki. W smaku nie namierzyłem słodkawego karmelu, co mi osobiście bardzo odpowiada. Piwo przez swą grejpfruitowość jest mega orzeźwiające w odbiorze. Podoba mi się.

_DSC0568

Browar: Jan Olbracht rzemieślniczy

Styl: AIPA

Wysokość ekstraktu: 14

Zawartość alkoholu: 6%

IBU: 69

Barwa: Bursztyn, lekko zmętniony

Temperatura: 10 st

Cena: 8,6 zł

 

avatar
Napisane przez

Majk