India Pale Ale Pinta Piwne Freaki

Pinta. Vermont IPA

Pinta. Vermont IPA

Vermont. Zadupie w północno-wschodnich stanach. Miejsce, gdzie ludzie nie do końca wiedzą, czy mają kochać Celine Dion, czy może jednak Donalda o rudej czuprynie. Zadupie jakich wiele i w normalnych okolicznościach nie odwiedziłbym tego miejsca nawet w googlach. Normalnie jednak nie jest. Odwiedziłem.

Wlazłem w googla, by przeczytać o co chodzi w piwie, o którym dziś się do Was wypacam. W teorii ma być to owocowy, soczysty i mętny pomost łączący wszystko co najlepsze w stylach WC i EC IPA. Ci z WC manifestują raczej wytrawne i jebutnie nachmielone piwa. Ci z EC do już piwa bardziej słodkie, słodowe, lecz goryczki i tu nie braknie.

Co wspólnego ma pomost z zadupiem Vermont? Otóż w dzikiej dziczy, w środku głuszy mieści się browar „The Alchemist”, czyli ekipa co takie piwo postanowiła uwarzyć jako pierwsza (tak piszą). No i luz. Wiedzy dziś przekazałem tyle, co niejeden segregator popularnego na początku obecnego ustroju tygodnik. Pamiętacie te niebieskie segregatory? Kochałem je kolekcjonować. Kilkanaście sztuk posłałem ostatnio na OLXa. Starczyło akurat na Bubę.

Dobra. Koniec. Teraz o piwie. Konkretnie. Vermont IPA z Pinty to jedna z Pint miesiąca. Miesiąc z latem mi się kojarzy, ale nie sprawdzę już, bo i tak google na to Vermont wyeksploatowałem. Piwo genialne. Mętne, pomarańczowe, z piękną pianą. Pachnie owocami. Słodko, ale i rześko zarazem. Chmiel miesza się tu idealnie ze słodyczą. Pachnie pięknie. Tak właśnie wyobrażam sobie zapach mostu pomiędzy WC i EC.

W smaku rozmarzenia ciąg dalszy. Do owocowej słodyczy, świetnej, zbalansowanej goryczki dochodzi gęstość i gładkość. Odczucie w ustach to prawdziwy cud. Palce lizać. Czy co tam się liże przy piwie. Świetnie smakujące piwo. Bardzo delikatne w odbiorze, pijalne, lecz zapewniające jednocześnie mnóstwo frajdy. Smaków. Mniam. Jedno z moich piw świątecznych. Dla szwagra. W ramach edukacji.

 

avatar
Napisane przez

Majk