Pinta Piwne Freaki Pszeniczne

Pinta Son of a Birch

Pinta Son of a Birch

Słowo daję, że w jak pierwszy raz spojrzałem na etykietę, to przeczytałem Son of the bitch. Syn suki. To byłoby to. Taka kontynuacja nazewnictwa w stylu „Niedobity”. Wchodzisz do baru i pytasz: „co dziś na kranie?”, a w odpowiedzi: „Niedobity i Syn Suki”.

A tu zamiast suki mamy brzozę. I zajebistość prysła jak bańka. Oskoła, bo tak zwie się sok z brzozy podobno pomaga na nery. Polecam, bo atak nery jest przejebany jak rozbicie biwaku na wielkim mrowisku. Sok z brzozy w piwie. No jakoś to do mnie nie przemawia. No ale spróbujmy. Roczny syn do mnie też na razie nie przemawia, a i tak jest zajebisty.

Piwo nie posiada piany. To chyba efekt brzozy, bo jak wiemy wszystkie brzozy nienawidzą piany i samolotów. Brzozy są w tym kierunku szkolone w okolicach Kaliningradu. Pachnie to to pszenicznie, lekko kwaskowo. W smaku jest kwaśnawo, „piwko” jest bardzo rześkie i orzeźwiające. Kojarzy mi się to z witbirem, ale odczucie w ustach nie jest tak przyjemne jak w witkach. Z dwóch powodów. „Piwo” sprawia wrażenie bardzo rozwodnionego. Kojarzy mi się to z tym, że ktoś dolał soku z brzozy do piwa rozcieńczając piwo o połowę. 😀 😀

A drugą rzeczą psującą odbiór tego piwa jest jakiś taki dziwny posmaczek w ustach. Podobny posmaczek poczujemy, gdy nażremy się miodu. Taka cierpkość, może lekka gorzkość. Pomimo, że piwo jest rześkie i mega pijalne, to potraktowałem je zdecydowanie w kategorii eksperymentu i nie wrócę do niego nigdy, tak jak nigdy nie wypiję żadnego radlera. I tu przechodzimy do sedna. Piwo to traktuję w kategorii radlerów. Bo czym się różni sok z brzozy od soku z jabłka (żurawiny, coli, cytryny, pomarańczy, limonki, limetki, avocado, krowiego mleka i co tam się jeszcze dolewa do radlerów. Birgików dających Synowi Brzozy najwyższe oceny na BBIZ i Ratebeer proszę w tym miejscu o lajki za odwagę, ale takie jest moje zdanie. Son of the birch to taki twór, gdzie do piwa dolano soku całkowicie zmieniając jego charakter. Tak jak w radlerach.

Piwo powstało z myślą o Beer Geek Madnes i jak to mówił Ziemek Fałat (piwowar Pinty), trzeba pić coś, co pozwoli przetrwać cały wieczór. No ale umówmy się. Jak jadę na festiwal piwny to:

a) łoję browary w dawkach degustacyjnych

b) łoję browary aż zarzygam kran na jednym ze stoisk i resztę wieczoru spędzę pod gwiazdami, wykopany przez ochronę

c) w przerwach w łojeniu browarów popijam wodę. Podobno po tym kac jest mniejszy.

No ale takie cuś? W kraju, gdzie brzoza jest symbolem całego zła i grzechu panującego na świecie? Mają chłopaki Pinciaki odwagę. Jak my 🙂

Browar: Pinta

Styl: Pszeniczne

Wysokość ekstraktu: 9

Zawartość alkoholu: 3%

IBU:  Delikatna goryczka, kojarzy mi się z goryczką obecną w miodach

Piana: Zabita przez brzozę

Barwa: Złoto.

Temperatura degustacji: Mocno schłodzone

avatar
Napisane przez

Majk