Pinta Piwne Freaki

Pinta miesiąca. Luty 2016. American Farmhouse!

Pinta miesiąca. Luty 2016. American Farmhouse!

Rozpoczynamy nowy sezon. Coś jak szósty (siódmy?) sezon „Gry o Tron”. Coś jak siedemnasty sezon „Przyjaciół”. Coś jak tysięczny sezon „Mody na sukces”. Zaczynamy drugi sezon z „Pintą miesiąca”, cyklem, w którym specjalne piwa piją tylko brodacze namiętnie odwiedzający multitapy oraz zboczki takie jak ja, co to są w stanie pojechać do knajpy z własną butelką. Tylko po to, by wyhaczyć upatrzone na ontapie piwo.

Tym razem Pinta zamówiła drożdze od samego Barracka Obamy. Są to drożdże Wallonian Farmhouse hadowane w piwnicach Białego domu przez czarnoskórych i białoskórych agentów CIA. American Farmhouse to z założenia lekki Saison o hamerykańskim rysie i powiem Wam jedno. Udało się. Ale o tym za chwilę, bo chciałbym przybliżyć Wam, jakie piwa są potwierdzone w drugim sezonie „Pinty miesiąca”:

  • marzec – Georgian Stout – stout na gruzińskim szczepie drożdży o nazwie „pijemyszwili winoszwili”. Do stoutu Ziemek z ekipą doda podobno wąsów Ryśka z Klanu.
  • lipiec- Australian Barrel Aged Lager – dolniak dojrzewający w beczkach po kapuście kiszonej. Na aromat chmielony tylko australijskimi chmielami z aborygeńskich hodowli.
  • wrzesień – Soap Chips Porter – pierwszy na świecie porter lażakujący z płatkami z białego mydła „Jeleń”. Piwo będzie szczyciło się niepowtarzalną pianą.
  • grudzień – Happy Santa Ale – piwo górnej fermentacji, uwarzone z dodatkiem raciczek oryginalnych reniferów. To twarda gra. Prezentów na Święta nie będzie. Chyba, że Mikołaj wyśle je DHLem.

Na podanych, potwierdzonych u ministra Błaszczaka przykładach poszczególnych piw widzimy, że nudy nie będzie. Wróćmy wiec o dzisiejszego bohatera. American Farmhouse przelany do szkła wygląda jak grodzisz, ale z mniej natrętną pianą. Jasna słomka, lekkie zmętnienie. Bardzo apetycznie wyglądające piwo.

Pachnie jak saison. Mamy tu delikatny pieprz. Pachnie też amerykańskim chmielem, są tu owoce cytrusowe. Co ciekawe, zapachniało mi to również chmielem europajskim. Mamy tu jakieś lekkie ziołowo trawiaste akcenty. American Farmhouse pachnie przyjemnie, lecz mało intensywnie. W smaku prym wiodą chmiele. Dałbym sobie rękę uciąć, że czuje tu białe owoce od Nelsona, ale jak się okazało rękę bym stracił. Nelsona wśród chmieli nie ma. Piwo jest pijalne jak soki z woreczka ze słomką, co to ich gimby nie znajo. Wysycenie wysokie, ale nie przeszkadzające. Całość znikła ze szkła, zanim szkło ogarnęło, że trzeba by zmoknąć. Świetne, sesyjne piwo. Oby tak dalej. Czekam na wąsy Ryśka z Klanu.

avatar
Napisane przez

Majk