Pinta Piwne Freaki Porter Bałtycki

Pinta i Baird. Baltyk Pacific Collaboration Porter.

Pinta i Baird. Baltyk Pacific Collaboration Porter.

Nie jestem jakimś wielkim znawcą Porterów Bałtyckich. Te co mi smakują, innym nie smakują. Te, którymi inni się zachwycają, mi nie smakują aż tak, by zerwać mi brwi z twarzy. Tak to jakoś wygląda i całkiem mi z tym dobrze, bo Portery smakuję sobie indywidualnie. Bez ciśnienia. A przyznam, że lubię je coraz bardziej. Pomimo zalewu premier, za którymi staram się nadal nadążać, coraz częściej mam ochotę na zejście do piwnicy i przytarganie do domu butelczyny jednego z wielu stygnących tam Porterów.

Dziś nadążam za premierą pijąc jednocześnie Porter. Piwo uwarzone w ojczyźnie Pikaczu i Tsubasy. Przez polską Pintę i japoński Baird. Chmielone naszym i japońskim chmielem. Wszystko odbyło się tu kooperacyjnie. Polak trzymał wiadro, Japończyk je przechylał do kotła. Japończyk jechał na szmacie po warzeniu? Polak wtórował mu z mopem. Ręka, w rękę. Noga w nogę.

Jeśli o rękach mowa. Wziąłem piwo do ręki i przelałem do szkła. Ładna, gęsta piana, ale zdziwiło mnie to co pod pianą. Piwo może nie jest aż tak jasne jak piszą niektórzy (chyba, że pite z próbówki, lub przezroczystej słomki). Porter jest brązowy. Ciemnobrązowy. Pod światło ma miedziane przebłyski. Jaśniejszy niż znane mi dotąd portery. Fakt. Może to ukłon w stronę Japończyków, którzy to jak wiemy, wszystko wolą jaśniejsze. Przykład? Kaszanka. Japończycy też zawijają kaszę w rulon. Sushi to nazwali.

Ze szkła pachnie rodzynkami, śliwką, czekoladą i karmelem. Do tej pory nie wiem, czy figi sobie wmówiłem, czy one tam są. Bardzo słodki zapach. Za słodki? Może. Mi nie przeszkadza. Nie przeszkadzała mi też dość mocna woń alkoholu. Ale to nie taka woń, by jej powiedzieć „woń stąd”. Raczej szlachetny zapach, dodający kolejną wymiar do zapachu. W smaku liczyłem na więcej. W pamięć najbardziej zapadła mi goryczka. Naprawdę mocna i długa. Co w połączeniu z alkoholem, który nadal jest tu obecny, powodowało, że między kolejnymi łykami przerwy robiłem kilku minutowe. Złośliwi mogliby powiedzieć, że w sam raz na seks. Ale puśćmy to mimo uszu. Złośliwców nie słuchamy, a kilkuminutówki zostawmy tym od kredytów.

W smaku jest nadal słodko, owocowo z lekkim dodatkiem czekolady i karmelu. Całość w połączeniu z alkoholem daje poczucie picia likieru z mocno zaznaczoną goryczką. Alkohol fajnie rozgrzewa. Całość jest słodziutko i bardzo łatwa w odbiorze. Wyspecjalizowani specjaliści od Porterów pewnie pisaliby coś o małej złożoności, piwie dla słaby, czy coś. Ja spec nie jestem, więc mi smakowało. Brwi nie zerwało, ale smakowało.

avatar
Napisane przez

Majk