Lager Piwa codzienne

Pilsweizer Trzcinowe słodowe, czyli Grażyna ukarała Janusza

Pilsweizer Trzcinowe słodowe, czyli Grażyna ukarała Janusza

Grażyna!!! Co to jest do cholery?!!!? Trzcinowe?!? Co ja jestem? Krowa, żeby trzciny wpierdalać?

Grażyna była wściekła. Wkurzył ją Janusz. Nie na żarty. Nagrabił sobie. Polazł do sąsiadki. Półkę przykręcać niby. Nie było go godzinę pełną. Ale pal sześć czas wkręcania półki. Zawsze lewy był do robót domowych. Nie tym ją wkurzył. Przed pójściem na robotę wziął i się umył. Kiedy on się w dzień umył? Chyba w siedemdziesiątym pierwszym. Jak z pomostu do jeziora wpadł. Już wtedy gruby był. Deski niewytrzymały. Trzask, prask i już Janusz w wodzie pływał.

Spotka go kara. Surowa. Grażyna postanowiła, że odda się Zdzichowi. Lecz nie teraz. Kiedyś pewnie tak. Jak ten spocony wieprz dalej będzie chodził do sąsiadek, zamiast własną żonę chędożyć. Dziś Grażyna ukarze go piwem. Na zakupach była. Lambiki dla siebie brała. Miała mu kupić coś dobrego. Niech się uczy prosty chłop piwa. Ale nie da mu dziś nic dobrego. Na złość mu zrobi.

Przylazł. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Rubasznie. I z czego się tak cieszy. Przecież ona wie co ten dziad w sypialni umie. Śmiech? To z niego. Śmiech litości. Postawiła mu piwo na stole. Niech wypije. Niech się cieszy. Pan i władca. Dziś do śmiechu mu nie będzie. Łajdak. Łajdak też na stole stoi. Piwny terrorysta. Trzcinowe słodowe. Pilsweizer. Browar Grybów. Grażyna cieszyła się w głębi duszy. Piła to piwo. Zdzich ją zabrał. Na randkę.  Do wielokranu, ale miejsc nie było. Hipstery zajęli. W zwykłej knajpie byli. Pod rotundą. Nie dopiła tego wynalazku.

Janusz, mimo wrzasku na Grażynę przelał piwo do szkła. Pić mu się chciało. Mętne, brudne, bursztynowe. Piana wyskoczyła na wierzch, ale wrażenia nie zrobiła na nim żadnego. Nawiercił się dziur u sąsiadki. Wiertarką. Powiercił by w samej sąsiadce, ale nic z tego. Ślinił się na nią jak mógł. Dezodorem się popsikał, ale ona nic. Nie wzruszona. Nawet na niego nie spojrzała. Zmęczył się chłop i piwa chciał się napić. Pragnienie ugasić.

Złapał pierwszy łyk. Wielki łyk. Zachłysnął się tak mocno, że Grażyna z kuchni przybiegła. Grażyna!!!? Do cholery. To jest tak słodkie, że gębę zakleiło. To piwo jest? Coś Ty mi tu kupiła?! Trzcinowy syf jakiś. To herbata jest jakaś przesłodzona? Bez smaku. Bez ładu. Bez niczego. Gówno jakieś?

Januszku, chciałam dobrze. Przecież znasz mnie. Ładną etykietkę zobaczyłam. Piwo zmętnione. Pszeniczne Ci smakowało przecież. Dobrze chciałam. Nie denerwuj się kochany. W ramach rozejmu podała mu puszkę Harnasia i z nieskrywanym uśmiechem wróciła do kuchni. Dumna. Ukarała dziada. Obieranie ziemniaków szło jej jakoś raźniej. Tym bardziej, że w szklance na blacie obok stał wspaniały Cantillon.

baner-wpis

 

 

 

avatar
Napisane przez

Majk

  • Łukasz

    ha ha ha…niezłe. Dotychczas na kolorowym YT się zawieszałem i nie wiedziałem że taka twórczość na blogu się odbywa 😀 Zacne