Browar Grupa docelowa Jagiełło (Pokrówka) Lager Piwa codzienne Styl piwa

Pils i Lager z browaru Jagiełło, czyli Gąsiorka ośla łączka

Pils i Lager z browaru Jagiełło, czyli Gąsiorka ośla łączka

Misio pewnie do tego wpisu ręki nie przyłoży,  lecz mi jako „piwnemu januszowi” chwały on nie odejmie.

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby krzyżacki mistrz Urlich swego czasu pod Grunwaldem się nie pomylił ?  –pomylił się ewidentnie podarowując naszemu Królowi dwa miecze (czyli o 100% mieczy za dużo, jakby powiedziała moja Pani na matematyce w podstawówce)

Okazałoby się, że Jagiełłów siedziało wtedy pod namiotem na łące dwóch, nie jeden? Być może historia zmieniłaby bieg,  pogonilibyśmy wtedy Niemców jeszcze bardziej. Tak bardzo, że 500 lat później nie mieliby ponownych zapędów na nasze piękne ziemie. Nie byłoby wojny, więc po wojnie przez ponad piećdziesiąt lat pewne państwo (tym razem ze wschodu, to tam, gdzie w owym powojennym okresie udzielał się dość mocno taki gość z obfitymi brwiami) nie odciskałoby swego piętna na naszym rozwoju, życiu i mentalności? Nie bylibyśmy przez to kilkadziesiąt lat wstecz za Zachodem na wielu frontach życia?

Może 94% społeczeństwa nie wystarczałoby tylko wlewać w siebie %% w byle jakiej postaci, aby być szczęśliwym?  Nie musielibyśmy w 400tysięcznym mieście ganiać za ulubionym piwem, podobnie jak miłośnik akwarystyki, którego zainteresowania wyrastają ponad gupiki i skalarki musi ganiać za swoimi wypatrzonymi do kolekcji rybkami?

Myślicie czasem o takich rzeczach? Czy tylko ja mam takie zapędy i deleguje mnie to do pewnego szpitala, który mieści się w południowych dzielnicach naszego miasta, a jego kuracjusze jeżdżą czasem komunikacją miejską odziani wyłącznie w piżamy (w dodatku bez ważnego biletu!)?

Tak czy owak. Miałem w weekend takie przemyślenie po raz kolejny. Bodźcem były prace fizyczne w piwnicy, do których zostałem wynajęty przez sąsiada. Jak prace fizyczne, to  i piwo. Wiadomo. Lekkie piwo, bez wymysłów, co by sąsiad nie umarł z goryczki. Ale też nie piwo z gór (takie co to w jego reklamie miły góral ratuje helikoptery i siedzi przy ognisku z kumplami). W końcu jestę kororowy. Trzeba czymś sąsiada zaskoczyć.

Padło na dwa piwka z podchełmskiego browaru Jagiełło. Jeden Pils, drugi Lager. Wiedziałem, że z butów to te piwa mnie nie wyrwą, ale liczyłem na coś więcej niż we wspomnianym powyżej trunku góralskim z reklamy.

Pils poszedł na pierwszy plan (tak jeszcze przed robotą, proforma, na zapas, co by się lepiej harowało). Smaku nie miał prawie wcale. Pachniał tak jak każde piwo z zielonej butelki (kilkanaście lat temu, jak do sklepów wchodziły pierwsze zielone leszki, wąchaliśmy z kumplami to piwo zaraz po otwarciu doszukując się w tym zapachu aromatu leczniczego zioła zwanego maryśką). Ogólnie do zapomnienia.

Lager natomiast zaskoczył mnie smakiem. Był naprawdę dobry. Orzeźwiający,  całkiem goryczkowy. Dobrze wysycony. Tak mnie zaciekawił, że postanowiłem opuścić na kilka minut piwnicę, skoczyć do mieszkania i przelać go do szkła (żona spisała mnie już w tym temacie na straty, wie, że coś jest nie tak u mnie pod czaszką). W szkle piwo prezentowało się równie przyjemnie. Ciemnozłoty, wpadający w jasny bursztyn kolor. Sympatyczna piana. Na prawdę jestem w stanie polecić to piwo.

Podsumowując. Jagiełło urodzony w Gródku przeszedł do historii, ten spod Chełma szanse ma na to małe, lecz Lagera jestem w stanie Wam polecić, jako odskocznię od codziennych jasnych piw, których pewnie trochę spożywacie, mimo, że na forach się do tego nie przyznajecie.

_DSC0235-2

 

 

avatar
Napisane przez

Majk